Niepokojący schemat
To właśnie w bibliotece zaczęłam słyszeć inne historie. Crystal, młoda więźniarka, opowiedziała mi, jak została aresztowana z lekarstwem swojego chłopaka, które, jak jej przysiągł, były proszkiem proteinowym. On również zniknął. Jeździł drogim samochodem, posługiwał się fałszywym nazwiskiem i miał mały tatuaż w kształcie gwiazdy na nadgarstku.
Jego historia idealnie pasowała do historii Sophie.
W ciągu miesięcy, a potem lat, poznałam inne kobiety. Ten sam scenariusz: atrakcyjna towarzyszka, wiele tożsamości, niewinna prośba, a potem aresztowanie. Mężczyźni znikali. Kobiety trafiały do więzienia.
Zapisywałam wszystko w notesie: imiona, daty, opisy, miejsca. Do końca drugiego roku zidentyfikowałam osiem ofiar. Potem dwanaście. Potem piętnaście.
Sophie natomiast się zmieniła. Pracowała w bibliotece, niestrudzenie czytała i zaczęła studiować prawo, korzystając z moich starych podręczników. Stała się prawdziwą „prawniczką więzienną”, pomagając innym więźniom zrozumieć ich sprawy.
Zostałyśmy partnerkami. Przeszkody
Pierwszy prawnik odmówił nam pomocy: za mało dowodów rzeczowych. Potem było jeszcze gorzej. Strażnik ograniczył mi możliwość poruszania się po więzieniu. Wkrótce potem znalazłam w skrzynce pocztowej notatkę: „PRZESTAŃ ZADAWAĆ PYTANIA”.
Bałam się, ale nie mogłam się poddać.
Z dyskretną pomocą innej wolontariuszki kontynuowałam zbieranie zeznań. Było nas teraz siedemnaście kobiet, rozproszonych po różnych instytucjach, wszystkie ofiarami tego samego mężczyzny.