Publicité

Uznano, że nie nadaje się do małżeństwa.

Publicité

Zakochałam się w dobrym mężczyźnie, który traktuje mnie z szacunkiem i życzliwością”.
„Zakochałaś się w majątku, w niewolnicy. Elellaner, gdyby to wyszło na jaw, byłabyś nieodwracalnie zrujnowana. Powiedzieliby, że jesteś szalona, ​​wadliwa, perwersyjna”.
„I tak mówią, że jestem osobą z problemami i nie nadajesz się do małżeństwa. Jaka jest różnica?”
„Różnica polega na ochronie. Oddałam cię Josiahowi, żeby cię chronić, a nie… nie po to”.
„Więc nie powinnaś była nas ze sobą łączyć” – krzyknęłam, a lata frustracji w końcu wybuchły. „Nie powinnaś była wydawać mnie za mąż za kogoś inteligentnego, miłego i słodkiego, skoro nie chciałaś, żebym się w nim zakochała”.
„Chciałam, żebyś była bezpieczna, a nie w centrum skandalu”.
„Jestem bezpieczna. Bezpieczniejsza niż kiedykolwiek. Josiah wolałby umrzeć, niż pozwolić, żeby ktoś mnie skrzywdził”.
„A co się stanie, kiedy umrę? Kiedy spadek przejdzie na twojego kuzyna? Myślisz, że Roberto pozwoli ci zostać niewolnikiem? Sprzeda Josiaha w dniu mojego pogrzebu i zamknie cię w jakimś zakładzie psychiatrycznym.
„Więc uwolnij go. Uwolnij Josiaha. Chodźmy. Jedziemy na północ. Czy…”
„Północ to nie ziemia obiecana, Elellanar. Biała kobieta z czarnym mężczyzną, byłym niewolnikiem czy nie, będzie wszędzie spotykać się z uprzedzeniami. Myślisz, że teraz masz trudne życie? Spróbuj żyć jako para międzyrasowa”.
„Nie obchodzi mnie to”.
„No cóż, tak. Jestem twoim ojcem i całe twoje życie poświęciłem na ochronę ciebie i nie pozwolę, żebyś znalazła się w sytuacji, która cię zniszczy”.
„Bycie bez Josiaha mnie zniszczy. Nie rozumiesz? Po raz pierwszy w życiu jestem szczęśliwy. Jestem kochany. Jestem doceniany za to, kim jestem, a nie za to, czego nie potrafię. A ty chcesz mi to wszystko odebrać, bo społeczeństwo mówi, że to złe”.
Mój ojciec opadł na krzesło, nagle wyglądając na swoje 56 lat. „Czego ode mnie chcesz, Ellanar? Pobłogosławić go? Zaakceptować go?”
„Chcę, żebyś zrozumiała, że ​​go kocham, że on kocha mnie i że cokolwiek zrobisz, to się nie zmieni”.
Reklama

Na zewnątrz panowała między nami cisza. Grudniowy wiatr trząsł oknami. Gdzieś w domu Josiah czekał, by poznać swój los.
W końcu odezwał się mój ojciec, a to, co powiedział, zszokowało mnie bardziej niż cokolwiek, co wydarzyło się wcześniej. „Mógłbym go sprzedać” – powiedział cicho ojciec. „Wysłać go na Głębokie Południe. Dopilnuj, żebym go już nigdy nie zobaczył”.
Krew zastygła mi w żyłach. „Ojcze, proszę…”
„Pozwól mi dokończyć”. Uniósł rękę. „Mógłbym go sprzedać. To byłoby słuszne. Rozdzielić was. Udawać, że nic się nie stało. Znaleźć cię gdzie indziej”.
„Proszę, nie rób tego”.
„Ale nie zrobię tego”. W mojej piersi błysnęła iskierka nadziei. „Ojcze?”
„Nie zrobię tego, bo obserwowałem cię przez ostatnie dziewięć miesięcy. Widziałem, jak uśmiechasz się częściej w ciągu dziewięciu miesięcy z Josiahem niż przez poprzednie czternaście lat. Widziałem, jak nabierasz pewności siebie, kompetencji, szczęścia. I widziałem, jak na ciebie patrzy, jakbyś była najcenniejszą rzeczą na świecie”. Potarł twarz, nagle wyglądając staro. „Nie rozumiem tego. Nie podoba mi się to. To przeczy wszystkiemu, w co zostałem wychowany. Ale…” Zrobił pauzę. „Ale masz rację. To ja was połączyłem. To ja stworzyłem tę sytuację. Zaprzeczanie, że będziecie mieli prawdziwą więź, było naiwne”.
„Więc co mówisz?”
„Mówię, że potrzebuję czasu do namysłu, żeby znaleźć rozwiązanie, które nie sprawi, że oboje będziecie nieszczęśliwi ani zniszczy was”. Wstał. „Ale Elellanar, musisz zrozumieć. Jeśli ten związek będzie trwał, nie ma dla niego miejsca w Wirginii, na Południu, może nigdzie indziej. Jesteś gotowa zmierzyć się z tą rzeczywistością?”
„Jeśli to oznacza bycie z Josiahem, tak”.
Powoli skinął głową. „Wtedy znajdę rozwiązanie. Jeszcze nie wiem, jakie, ale znajdę”.
Zostawił mnie w bibliotece, z bijącym sercem, z nadzieją i strachem ścierającymi się w moim wnętrzu. Josiah oddzwonił godzinę później. Powiedziałam mu, co powiedział mój ojciec. Opadł na krzesło, przytłoczony.
„On nie ma zamiaru mnie sprzedać. Nie ma zamiaru sprzedać ciebie. On nam pomoże”.
„Jak możemy jej pomóc?”
„Powiedział, że spróbuje znaleźć rozwiązanie”.
Josiah przeczesał włosy dłońmi i zapłakał głębokim, drżącym szlochem ulgi i niedowierzania. Przytuliłam go najmocniej, jak mogłam, do wózka inwalidzkiego i trzymaliśmy się kruchej nadziei, że może jednak mój ojciec zdoła w jakiś sposób uczynić niemożliwe możliwym.
Ale nikt z nas nie mógł przewidzieć, co się stanie. Decyzja mojego ojca, podjęta dwa miesiące później, zmieniła nie tylko nasze życie, ale i całą historię.
Mój ojciec zastanawiał się przez dwa miesiące. Przez dwa miesiące Josiah i ja żyliśmy w pełnej niepokoju niepewności, oczekując na jego decyzję. Kontynuowaliśmy nasze codzienne zajęcia – pracę w kuźni, czytanie, rozmowy – ale wszystko wydawało się tymczasowe, zależne od rozwiązania, jakie miał na myśli mój ojciec.
Pod koniec lutego 1857 roku zaprosił nas oboje do swojego gabinetu.
Reklama

Publicité