Publicité

Uznano, że nie nadaje się do małżeństwa.

Publicité

Zgodziłaś się na to?
Wyglądał na zdezorientowanego, jakby myśl, że jego zgoda może mieć znaczenie, była mu obca. „Pułkownik powiedział, że powinienem, panienko”.
„Ale czy naprawdę tego chcesz?”
Pytanie go zaskoczyło. Jego oczy spotkały się z moimi. Ciemnobrązowe, zaskakująco łagodne jak na tak groźną twarz. „Ja… nie wiem, czego chcę, panienko. Jestem niewolnikiem. Zazwyczaj to, czego chcę, nie ma znaczenia”.
Jego szczerość była brutalna i bezlitosna jednocześnie. Mój ojciec odchrząknął. „Może powinnaś porozmawiać na osobności. Będę w gabinecie."
Wyszedł, zamykając drzwi i zostawiając mnie samą z dwumetrowym niewolnikiem, który, jak się okazało, był moim mężem. Żadne z nas nie odzywało się przez godziny.
„Chcesz usiąść?” zapytałam w końcu, wskazując na krzesło przede mną.
Josiah spojrzał na delikatny mebel z haftowanymi poduszkami, a potem na swoją imponującą sylwetkę. „Nie sądzę, żeby to krzesło mnie utrzymało, panienko”.
„Więc kanapa”.
Usiadł ostrożnie na krawędzi. Nawet siedząc, górował nade mną. Jego dłonie spoczywały na kolanach, każdy palec przypominał małą maczugę, naznaczoną bliznami i odciskami.
„Boisz się mnie, panienko?”
„A powinienem?”
„Nie, panienko. Nigdy bym cię nie skrzywdził. Przysięgam”.

Publicité