Publicité

Uznano, że nie nadaje się do małżeństwa.

Publicité

„Skończyłem”.
„Tak, proszę pani”.
Rozmawialiśmy przez dwie godziny o Szekspirze, książkach, filozofii i ideach. Josiah był samoukiem; jego wiedza była fragmentaryczna, ale umysł bystry, a pragnienie wiedzy widoczne. I w miarę jak rozmawialiśmy, mój strach topniał.
Ten człowiek nie był brutalem. Był inteligentny, życzliwy, troskliwy, uwięziony w ciele, które społeczeństwo postrzegało i uważało jedynie za potwora.
„Josiah” – powiedziałam w końcu – „jeśli to zrobimy, chcę, żebyś coś wiedział. Nie uważam cię za brutala. Nie uważam cię za potwora. Uważam, że jesteś osobą uwięzioną w beznadziejnej sytuacji, tak jak ja”.
Jego oczy nagle napełniły się łzami. „Dziękuję, proszę pani”.
„Mów mi Elellanar. Kiedy jesteśmy sami, mów mi Elellanar”.
„Nie powinienem, proszę pani. To nie byłoby stosowne”.
„Nic w tej sytuacji nie jest sprawiedliwe. Jeśli mamy być mężem i żoną, czy cokolwiek to jest, powinnaś używać mojego nazwiska”.
Powoli skinął głową. „Elellanar”. Moje imię i jego głęboki, łagodny głos brzmiały jak muzyka.
„W takim razie ja też powinnam coś wiedzieć. Nie uważam, że nie nadajesz się do małżeństwa. Uważam, że mężczyźni, którzy cię odrzucili, byli głupcami. Mężczyzna, który nie widzi nic poza wózkiem inwalidzkim, nie widzi osoby w środku, nie zasługuje na ciebie”.
To była najmilsza rzecz, jaką ktokolwiek mi powiedział od czterech lat.
„Zrobisz to?” zapytałam. „Czy zaakceptujesz plan mojego ojca?”

Publicité