Pierwsze kilka tygodni było niezręcznych. Dwoje obcych ludzi próbowało odnaleźć się w beznadziejnej sytuacji. Przyzwyczaiłam się do pomocy domowej. On był przyzwyczajony do ciężkiej pracy. Teraz to on był odpowiedzialny za intymne czynności. Pomagał mi się ubierać, nosił mnie, gdy wózek inwalidzki nie działał, zaspokajał potrzeby, o których nigdy nie wyobrażałam sobie rozmawiać z mężczyzną.
Josiah jednak radził sobie z każdą sytuacją z niezwykłą wrażliwością. Kiedy musiał mnie podnieść, najpierw pytał o pozwolenie. Kiedy pomagał mi się ubrać, unikał wzroku, kiedy tylko mógł. Kiedy potrzebowałam pomocy w sprawach osobistych, dbał o moją godność, nawet gdy sytuacja była z natury nieprzyzwoita.
„Wiem, że to niezręczna sytuacja” – powiedziałam mu pewnego ranka. „Wiem, że to nie ty ją wybrałeś”.
„Ty też nie”. Przestawiał książki na mojej półce. Wspomniałam, że chcę je ułożyć alfabetycznie, a on się tym zajął. „Ale dajemy radę”.
„Naprawdę?”
Spojrzał na mnie, jego imponująca postać wydawała się w jakiś sposób niegroźna, gdy klęczał przy półce z książkami. „Ellaner, całe życie byłem niewolnikiem. Pracowałem w upale, który zabiłby większość mężczyzn. Byłem bity za swoje błędy, sprzedawany i wydziedziczany przez rodzinę, traktowany jak bezgłośny wół”. Wskazał gestem przytulny pokój. „Mieszkanie tutaj, troska o kogoś, kto traktuje mnie jak człowieka, dostęp do książek i rozmów… To nie jest cierpienie”.
„Ale nadal jesteś niewolnikiem”.
„Tak, ale wolałbym być niewolnikiem tutaj z tobą, niż wolnym, ale samotnym gdzie indziej”. Wrócił do czytania książek. „Czy to źle?”