Publicité

W dniu, w którym najbardziej przerażający mężczyzna w Nowym Jorku przybył na swój ślub na wózku inwalidzkim, jego narzeczona pobiegła na lotnisko z innym mężczyzną, a cicha pokojówka z kuchni wyszła przed 350 gości, aby zadać mu jedno pytanie, które zamarło w całym ogrodzie.

Publicité

Zatrzymał się, mocno zaciskając powieki.

„Zobaczyłem pistolet wymierzony w moją matkę. Nie pomyślałem. Rzuciłem się na nią i powaliłem na ziemię. Kula przeszła mi przez plecy, zamiast w jej serce”.

Clare milczała, zaciskając dłonie na poręczach krzesła.

„Obudziłem się trzy dni później w nowojorskim szpitalu” – kontynuował Sebastian. „Lekarze powiedzieli, że już nigdy nie będę chodził. Moja matka siedziała przy moim łóżku, płacząc cicho. A ja… zawsze myślałem, że śmierć będzie łatwiejsza niż życie w ten sposób”.

Clare rozumiała to uczucie o wiele lepiej niż większość ludzi.

„Też tak kiedyś myślałam” – powiedziała cicho. „Po śmierci Daniela. Po tych nocach w samochodzie z Lily. Była noc, kiedy prawie wyjechałem i już nie wróciłem”.

Sebastian odwrócił się, żeby na nią spojrzeć, a w jego oczach odbijał się blask miasta.

„Co cię tu zatrzymało?” – zapytał.

„Lily płacze” – odpowiedziała Clare, a smutny uśmiech uniósł kącik jej ust. „Płakała przez sen i wiedziałem, że nie mogę jej zostawić. Dlaczego tu zostałaś?”

Sebastian milczał przez długi czas.

„Złość” – powiedział w końcu. „Byłem zły na Lorenza za to, że obciął mi nogi. Zły na siebie, że na to pozwoliłem. I przysiągłem, że nie dam mu nic więcej. Ani życia. Ani mojego imperium. Niczego”.

Siedzieli w milczeniu, dwie udręczone dusze powoli odnajdujące spokój obok siebie.

Clare mówiła o Danielu, mężczyźnie, który kochał ją bezwarunkowo. Opowiedziała Sebastianowi o jego krzywym uśmiechu o poranku, o tym, jak ją trzymał po wyczerpujących zmianach. Płakała, mówiąc, a Sebastian jej nie przerywał. Po prostu słuchał.

Kiedy skończyła opowieść, siedzieli i patrzyli, jak miasto zasypia.

Dłoń Sebastiana spoczywała na podłokietniku wózka inwalidzkiego, zaledwie kilka centymetrów od dłoni Clare.

Nikt nie wiedział, kto zrobił pierwszy krok, ale ich palce się zetknęły i drżały, jakby zadawali pytanie.

Clare nie cofnęła ręki.

Sebastian też nie.

Siedzieli trzymając się za ręce, patrząc na migoczące światła miasta.

Czasami cisza przemawia głośniej niż jakiekolwiek słowa.

Tej nocy, kiedy Clare wróciła do domu, długo leżała bezsennie, wpatrując się w sufit w ciemności. Myślała o Danielu, o mężczyźnie, którego wciąż kochała i zawsze będzie kochać. Myślała też o Sebastianie, o tym, jak jego oczy na nią patrzyły, o uczuciu ich dłoni na sobie.

Po raz pierwszy od czterech lat Clare Sullivan pozwoliła sobie na zastanowienie się, czy jej serce znów będzie zdolne do miłości.

Tydzień później Sebastian zaprosił Clare na kolację na tarasie na dachu Fundacji Phoenix.

Żadnych spotkań służbowych. Żadnych rozmów o budżetach ani projektach budowlanych.

Tylko on i ona pod rozgwieżdżonym niebem Nowego Jorku.

Na małym stoliku stały świece i białe róże. Światła miasta migotały w dole niczym miliony spadających gwiazd. Sebastian siedział na swoim znajomym wózku inwalidzkim, ale dziś wieczorem wyglądał inaczej – niespokojnie, nerwowo, jak młody mężczyzna na pierwszej randce, a nie były szef półświatka.

Jedli i rozmawiali o codziennych sprawach: o Lily i jej nowej szkole, o postępach w budowie fundamentów, o rześkim jesiennym powietrzu.

Ale za ich pozornie zwyczajnymi słowami kryło się między nimi napięcie.

Kiedy kolacja dobiegła końca, a talerze zostały sprzątnięte, Sebastian podjechał wózkiem nieco bliżej Clare.

„Clare?” powiedział niemal szeptem. „Muszę ci coś powiedzieć, ale się boję”.

Clare przechyliła głowę i wpatrywała się w niego intensywnie zielonymi oczami.

„Ty”, zażartowała cicho, „człowiek, który stawił czoła całemu półświatkowi, boisz się?”

Sebastian zaśmiał się cicho, ale nie mógł ukryć niepokoju w jego oczach.

„Kule mnie nie boją” – powiedział. „Wrogowie mnie nie boją. Utrata mojego imperium mnie nie boi”.

Zamilkł i wziął głęboki oddech.

„Ale utrata ciebie tak”.

Serce Clare zabiło mocniej.

„Wiesz, że nie jestem idealna” – powiedziała drżącym głosem. „Jestem wdową z bolesną przeszłością. Nie mam szanowanej rodziny ani majątku. Mam tylko Lily i lata niedoli”.

„Nie potrzebuję, żebyś była idealna” – powiedział natychmiast Sebastian, wyciągając rękę, by wziąć ją za rękę. „Miałem Victorię – idealną w oczach świata – a ona zostawiła mnie, kiedy najbardziej jej potrzebowałem”.

Clare zacisnęła uścisk, czując ciepło jego drżących palców.

„I kochałam idealnego mężczyznę” – wyszeptała. „Daniel był dobry, odważny, kompletny. A ja go straciłam”.

Spojrzała Sebastianowi w oczy.

„Nie muszę już być idealny, Sebastianie. Chcę być prawdziwy. Chcę kogoś, kto widzi mnie takim, jakim jestem, a nie tylko mnie”.

Publicité