„Kochanie, dobrze mi w nim?” zapytała Camille, pieszcząc naszyjnik.
„Wygląda na tobie idealnie” – odpowiedział Laurent, po czym ją pocałował. „Lepiej na tobie niż na mojej żonie, która nie ma absolutnie żadnego stylu. Dziś wieczorem usiądziesz ze mną przy głównym stole. To ciebie przedstawię jako moją partnerkę”.
Odwróciłam się w milczeniu.
Poprawiając fartuch w kuchni, czułam, jak kawałek po kawałku odbiera mi godność… a teraz także wspomnienie o mojej rodzinie.
Nie mieli pojęcia, że ta noc zmieni wszystko.
Impreza rozpoczęła się przy dźwiękach eleganckiej muzyki i obłudnego śmiechu, który wypełnił salę oświetloną kryształowymi żyrandolami.
Kroczyłem wśród gości z tacą w rękach, z lekko pochyloną głową, w nienagannym mundurze… jakbym naprawdę tam należał.
„Więcej szampana” – rozkazał Laurent, nawet na mnie nie patrząc.
Camille siedziała obok niego, prezentując mój szmaragdowy naszyjnik jak trofeum. Każdy zielony błysk był jak cios w moją pierś.