Zaczęli przybywać kierownicy regionalni. Rozpoznałem kilka twarzy: mężczyzn i kobiet, którzy nieświadomie przesyłali mi kwartalne raporty podpisane z absolutnym szacunkiem.
Nikt mnie nie rozpoznał.
Oczywiście. Nikt nigdy nie widział prawdziwego oblicza Horizon Global Holdings. Firma zawsze delegowała wystąpienia publiczne zarządowi.
Aż do tamtej nocy.
„Panie i panowie” – powiedział Laurent, delikatnie stukając w kieliszek – „dziękuję za przybycie, aby uczcić mój awans na stanowisko wiceprezesa ds. sprzedaży we Francji. To dopiero początek. Wkrótce Paryż mi nie wystarczy”.
Samozadowolony śmiech.
—I chcę wam przedstawić kobietę, która naprawdę mnie inspiruje — kontynuował, obejmując Camille w talii — Moją partnerkę.
Niektórzy wymieniali niezręczne spojrzenia. Wiedzieli, że jest żonaty.
Pozostałem nieruchomy obok stołu z napojami.
Wtedy podszedł szybko kamerdyner.
—Panie Dubois… przybył dyrektor generalny Grupy.
W pomieszczeniu rozległ się szmer.
Laurent zbladł.
Prezes Horizon Global Holdings zazwyczaj nie uczestniczył w wewnętrznych uroczystościach. Był człowiekiem znanym z żelaznej dyscypliny i niezachwianej lojalności wobec… mnie.
Drzwi się otworzyły.
Wszedł pan Bernard Lefèvre, nienagannie ubrany w ciemny garnitur, z przenikliwym spojrzeniem.
Laurent pobiegł mu na powitanie.
—Panie Lefèvre! Jakiż to zaszczyt pana tu gościć. Nie spodziewałem się pana.
Reżyser nie odpowiedział natychmiast.
Jej wzrok przesunął się po pokoju… aż zatrzymał się na mnie.
Przez sekundę zapadła absolutna cisza.
Następnie, ku zdumieniu wszystkich obecnych, Bernard Lefèvre podszedł prosto w moim kierunku.
Zostawił teczkę na podłodze.
I skłonił się głęboko.
—Pani Prezydent—powiedział wyraźnie i z szacunkiem.
Dźwięk spadających szklanek mieszał się z przytłumionymi westchnieniami.
Laurent był przerażony.
Camille instynktownie sięgnęła po naszyjnik.
Spokojnie położyłem tacę na stole.
Zdjąłem opaskę.
Następnie fartuch.
I podszedłem do środka pokoju.
„Dobry wieczór” – powiedziałem spokojnie. „Proszę wybaczyć mój strój. Wygląda na to, że doszło do pewnego zamieszania co do mojej roli dziś wieczorem”.
Laurent otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
—Pozwólcie, że oficjalnie się przedstawię — kontynuowałem. — Nazywam się Éléonore Morel, jestem prezesem i większościowym udziałowcem Horizon Global Holdings.
Szmer przerodził się w zamieszanie.
Jeden z menadżerów szepnął:
—Morel… jak rodzina założycielska?
-Dokładnie.
Zwróciłem się do Camille.
„Ten naszyjnik, który masz na sobie, należy do mojej rodziny od trzech pokoleń. Został skradziony z mojej szkatułki na biżuterię dziś rano. Byłabym wdzięczna, gdybyś mi go natychmiast zwrócił.”
Camille, drżąc, natychmiast ją zdjęła.
Laurent w końcu zareagował.
—Éléonore… Ja… to nieporozumienie…
Spojrzałem mu w oczy.
I po raz pierwszy od miesięcy nie czułem smutku.
Po prostu jasność.
—Nie, Laurent. Nieporozumienie polegało na przekonaniu, że miłość może przetrwać tam, gdzie nie ma szacunku.
Dałem Bernardowi delikatny sygnał.
Skinął głową.
„Panie Dubois” – powiedział profesjonalnym tonem – „w związku z natychmiastową oceną pańskiego postępowania etycznego i potencjalnym konfliktem interesów, zostaje pan zawieszony w obowiązkach ze skutkiem natychmiastowym. Dział Kadr skontaktuje się z panem jutro”.
Śmiertelna cisza.
„Co? Nie możesz tego zrobić!” krzyknął Laurent.