„Szanowny Sędzio” – powiedział pan Peton – „to fundamentalne pytanie. Jeśli pani Morrison naprawdę troszczy się o dobro córki, to z pewnością wie, kiedy się urodziła?”
Sędzia Mitchell zacisnął szczękę.
„Proszę odpowiedzieć na pytanie, pani Morrison”.
Głos mojej matki ucichł.
„Kwiecień… coś w tym stylu. Muszę sprawdzić w kalendarzu”.
„15 kwietnia” – powiedział pan Peton neutralnym tonem. „To urodziny Rebekki 15 kwietnia. Dziś skończyła 28 lat. Właściwie… wszystkiego najlepszego, Rebekko”.
Do tej pory nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to moje urodziny. Z powodu całego stresu i przygotowań całkowicie o tym zapomniałem.
Ale mama też zapomniała.
I wszyscy na sali sądowej to widzieli. „Pani… Morrison – kontynuował pan Peton z przerażeniem w głosie – nie zna pan daty urodzenia córki. Od lat miał pan z nią minimalny kontakt. Nigdy nie udzielił jej pan wsparcia ani wskazówek. A mimo to chce pan, żeby sąd uwierzył, że nagle zależy panu na niej na tyle, by rościć sobie prawo do kontroli nad ośmioma milionami dolarów w aktywach.
Pochylił się, jego głos był niższy, ale bardziej przenikliwy.
„Czy nie byłoby trafniej powiedzieć, że jest pan zły, ponieważ nie został pan uwzględniony w testamencie rodziców i że wykorzystuje pan tę procedurę, aby uzyskać pieniądze, do których uważa pan, że panu należą się?”
„To nieprawda” – odparła matka, a jej zwykły spokój zniknął.
Wtedy, niczym tama, prawda wyszła na jaw.
„Te pieniądze powinny być moje” – powiedziała głośno. „Jestem ich córką. Rebecca nimi manipulowała; nastawiła ich przeciwko własnemu dziecku”. „Ona ich izolowała, wmówiła im kłamstwa na mój temat!”
Wybuch był tak nagły i gwałtowny, że kilka osób na sali sądowej krzyknęło ze strachu.
Patterson próbowała dać jej znak, żeby przestała mówić, ale matka już minęła etap strategii.
„Jestem rodziną” – syknęła. „Jestem z krwi i kości, a nie niewdzięcznym stworem, który nawet nie raczy ich odwiedzić, jeśli niczego nie chce!”
„Pani Morrison…” Patterson próbowała jej przerwać.
„Nastawiła ich przeciwko mnie” – kontynuowała matka, a jej głos drżał z wściekłości. „Wmówiła im, że jestem nieudacznikiem. A teraz ona ma wszystko, a ja nic. Nie tak powinna funkcjonować rodzina!”
Sędzia Mitchell z impetem uderzył młotkiem.
„Dość, pani Morrison”.
Ale matka jeszcze nie skończyła. Lata urazy i poczucie wyższości zalały nas niczym potok.
„Czy wiesz, jakie to uczucie” – zapytała – „widzieć, jak twoi rodzice wybierają wnuka zamiast córki? Spędzić całe życie, próbując sprostać ich niemożliwym wymaganiom, tylko po to, by zobaczyć, jak oddają wszystko komuś, kto nigdy nie musiał na nic pracować?”.
„Szanowny Sędzio” – powiedział spokojnie pan Peton – „sądzę, że wnioskodawczyni właśnie ujawniła przed sądem swoje prawdziwe motywy”.
Sędzia Mitchell wyglądał, jakby wyczuł coś nieprzyjemnego.
„Rzeczywiście” – odparł chłodno. „Pani Morrison, proszę zejść ze stanowiska”.
Następnego ranka atmosfera na sali sądowej była zupełnie inna.
Wiadomość o załamaniu nerwowym mojej matki rozeszła się po całym świecie, a galeria była pełna widzów i ludzi, którzy najwyraźniej przyszli specjalnie po to, by być świadkami skandalu towarzyskiego. Sędzia Mitchell wszedł z miną sugerującą, że spędził wieczór na studiowaniu orzecznictwa – i że nie jest zadowolony z tego, co odkrył.
„Zanim przejdę dalej” – oznajmił – „chciałbym odnieść się do zarzutów, które pojawiły się wczoraj podczas zeznań. Panie Peton, wspomniał pan o kradzieży tożsamości i systematycznym oszustwie. To poważne sprawy, które powinny uzasadniać zgłoszenie ich właściwym organom. Chciałbym poznać ich pełny zakres”.
Pan Peton wstał, trzymając w rękach kilka grubych teczek.
„Szanowny Sędzio, za pozwoleniem sądu, pragnę wezwać Patricię Henley na świadka” – powiedział. „Pani Henley była osobistą asystentką dziadków Rebekki przez piętnaście lat i posiada informacje bezpośrednio związane z jej zdolnością prawną i okolicznościami towarzyszącymi temu wnioskowi”.
Patricia zeznawała ubrana w prosty szary garnitur, z siwo-siwymi włosami starannie upiętymi w kok. W wieku sześćdziesięciu trzech lat wyglądała na osobę, która przez dziesięciolecia prowadziła skomplikowane sprawy dla wymagających pracodawców.
Jej zeznania były metodyczne i druzgocące.
„Państwo Morrisonowie podjęli szczególne środki ostrożności prawne około trzy lata przed śmiercią” – wyjaśniła jasno i profesjonalnie. „Regularnie oceniali swój stan psychiczny u różnych lekarzy. Konsultowali się z różnymi