„On nie jest zdezorientowany, Eleanor” – odpowiedziałam cicho i spokojnie, boleśnie świadoma jedenastu bogatych kobiet wpatrujących się w nas. „Rozmawiałyśmy o tym, kiedy domagałaś się rezerwacji. Nie mogę i nie chcę dawać prowizji za kolację za cztery tysiące dolarów. Marże na importowanych truflach i rocznikowym bordeaux po prostu na to nie pozwalają. Musisz okazać kartę kredytową.”
Uśmiech z twarzy Eleanor zniknął, natychmiast zastąpiony błyskiem autentycznej, wstrętnej furii. Jej autorytet został podważony przed całym jej kręgiem towarzyskim.
Eleanor wstała. Była niższa ode mnie, ale starała się to zrekompensować czystą, agresywną wrogością. Obrzuciła mnie wzrokiem od góry do dołu z absolutną, nieskrywaną pogardą.
Sięgnęła do swojej drogiej, designerskiej torebki. Nie wyjęła platynowej karty kredytowej. Nie wyjęła książeczki czekowej.
Wyciągnęła pojedynczy, zmięty, brudny banknot jednodolarowy.
Teatralnym, okrutnym ruchem nadgarstka Eleanor rzuciła banknot jednodolarowy prosto na środek stołu. Zawisł obok kryształowego kieliszka do wina.
„Tylko tyle jesteś warta, Olivio” – zadrwiła Eleanor, a jej głos ociekał jadem. Słowa te były jak fizyczny policzek. „Rozważ