Nazywam się Evelyn Dawson . Mam dwadzieścia jeden lat i w zeszłą Wigilię, o 23:14, myślałam, że umrę na własnym ganku.
Stałem boso w piętnastocentymetrowej warstwie świeżego puchu. Temperatura spadła do minus dwunastu stopni, a zimno było tak ostre, że czułem je niczym ząbkowane ostrze na skórze. Wiatr przecinał mój cienki, granatowy sweter z warkoczowym splotem, jakby go w ogóle nie było, sprawiając, że krew płynęła mi leniwie i ciężko.