Skinął głową, jakby to wystarczyło.
Musiało wystarczyć.
Pierwszą rzeczą, którą zabraliśmy, był bujany fotel June.
Tyler znalazł go w garażu za puszkami z farbą, wniósł do środka, jakby należał do kościoła, i postawił przy oknie sypialni, gdzie zawsze stał. Kurz wirował w słońcu. Przesunąłem dłonią po zniszczonym podłokietniku, gdzie kciuk June przez lata polerował drewno. Musiałem się na chwilę zatrzymać.
Tyler udawał, że nie zauważa.
Kolejny akt dobroci.
Następnie przyszła kolej na gablotę. Wyciągnęliśmy ją z piwnicy krok po kroku, a ja trzymałem ją bardziej niż podnosiłem, bo kolano wciąż stawiało opór. Kiedy w końcu stanęła z powrotem przy ścianie jadalni, pokój odetchnął z ulgą. Zabawne, jak to jest z żałobą: czasami nie leczą jej wzniosłe przemówienia, ale znajome meble, które znów stoją na swoim miejscu na podłodze. Resztę wieczoru spędziliśmy na otwieraniu pudeł.
Zdjęcia rodzinne wróciły do przedpokoju. Okulary do czytania June wróciły na stolik nocny. Narzuta ślubna wyjęta z torby wykonawcy robót budowlanych pachniała lekko pleśnią i zdradą; przynajmniej Karen ją złożyła, zamiast upchać do środka. Wietrzyliśmy ją nad krzesłami w jadalni. Mój zestaw do golenia wrócił do łazienki. Torba z narzędziami na tablicę narzędziową w garażu. Moje zeznania podatkowe do zamkniętego sejfu.
O zachodzie słońca Tyler zamówił pizzę, bo żadne z nas nie miało już sił, a June nie było tam, żeby sprzeciwić się tekturowemu ciastu w dzień, który zasługiwał na coś lepszego. Jedliśmy w jadalni, z połową obrazów wciąż opartą o ścianę i otwartymi drzwiami do sypialni, żebym mogła zobaczyć bujany fotel stojący na swoim miejscu.
Kiedy Tyler wychodził tego wieczoru, zatrzymał się na chwilę przy drzwiach wejściowych.
„Musisz jutro wymienić zamki” – powiedział.
„Wiem”.
Spojrzał na stary klucz w mojej dłoni. „Chcesz to zostawić?”
„O tak.”
Kolejne dwa tygodnie były pełne pracy. Nie dramatycznej, ale takiej, w której naprawia się deskę po desce.
Tyler wpadał po zajęciach i w weekendy. Najpierw pomalowaliśmy korytarz, pokrywając matową szarość ciepłym kremowym kolorem, który był zbliżony do koloru, który June wybrała lata temu. Nie do końca taki sam. Nie da się idealnie odtworzyć poprzedniego życia. Ale na tyle zbliżony, żeby dom nie wyglądał już tak żenująco.
Potem zajęliśmy się sypialnią. Granatowy na podkładzie, podkład na granatowym, dwie warstwy, bo Derek wybrał ciemny kolor, a ciemne kolory prześwitują, jeśli jest się leniwym. Podczas malowania Tyler opowiedział mi o profesorze, który powiedział, że każda sprawa kryminalna zaczyna się od historii, której ktoś ma nadzieję uniknąć. Powiedziałem mu, że stolarstwo działa na tej samej zasadzie. Błędne pomiary sprawdzają się w ciemnych miejscach.
Zaśmiał się. „Czy myślisz czasem o czymś innym niż narzędzia?”
„Nie, jeśli narzędzia pasują”.
Zdjęliśmy brzydkie czarne lampy na ganku i zastąpiliśmy je mosiężną oprawą, która wyglądała na tyle podobnie, że ukoiła coś we mnie, o czym nie wiedziałam, że wciąż krwawi. Tyler załatał dziury po gwoździach w miejscu, gdzie Derek powiesił ogromny uchwyt na telewizor w salonie. Odstawiłam fotel z powrotem na miejsce. Posprzątaliśmy spiżarnię i znaleźliśmy trzy nieotwarte opakowania batonów proteinowych, które Derek twierdził, że są mu potrzebne, żeby „zachować czujność”. Tyler uniósł jedno i powiedział: „Czy mogę wyrzucić też te kłamstwa?”.
„Zacznij od krat”.
W następny poniedziałek przyszedł ślusarz, cichy mężczyzna z pobliskiej wioski, który wszystko dwa razy zmierzył, mało mówił i nie zadawał zbędnych pytań, gdy widział pogięte zamki leżące w domu. Wymienił wszystkie zewnętrzne zamki i dorobił trzy nowe klucze. Dałam jeden Tylerowi. Jeden został w kuchennej szufladzie. Jeden trafił na mój brelok, obok starego mosiężnego klucza, który już niczego nie otwierał, ale kiedyś znaczył dla mnie wszystko.
Kiedy tego wieczoru nowy zamek z przodu kliknął płynnie pod moją dłonią, zostałem na ganku dłużej niż było to konieczne i nasłuchiwałem, jak zasuwa wskakuje na miejsce.
Bezpieczeństwo ma swój własny dźwięk.
Papierkowa robota zajęła więcej czasu niż malowanie. Morris złożył zeznania i umowę restytucji. Bank przywrócił moje konta, dodał dodatkową ochronę przed oszustwami i otworzył nowe konto czekowe. Za każdym razem, gdy podpisywałem formularz, używałem litery J Harolda J. Brennana wystarczająco wolno i wyraźnie, aby wyrazić swoje stanowisko, nawet jeśli nikt inny by tego nie zauważył.
Trzydzieści dwa tysiące dolarów stało się czymś więcej niż liczbą. Stały się podsumowaniem każdej chwili, którą ukrywałem, bo pragnąłem spokoju. Trzydzieści dwa tysiące dolarów w przelewach, jasne, ale cóż