„Tak. Mężczyzna o imieniu Vinnie, znany na ulicy jako wilk. Nie ktoś, z kim warto się kłócić”.
„Ile długu ma Brad?”
„400 000 dolarów. Po doliczeniu naliczonych odsetek, to już ponad 500 000 dolarów”.
Powoli skinęłam głową, podczas gdy w mojej głowie formował się plan.
„Michael, możesz przejąć ten dług?”
Mrugnął zaskoczony.
„Wykup ten dług, Susan. To 500 000 dolarów”.
„Jesteś mi winna 24 lata życia. Możesz to zrobić, czy nie?”
Michael milczał przez długi czas. Potem skinął głową.
„Mogę, ale co właściwie planujesz?”
„Kiedy przejmiesz dług, uzyskasz prawa do całego majątku Brada na wypadek, gdyby nie spłacił. Zgadza się?”
„Tak. Wliczając udziały w każdej firmie, którą posiada”.
„W takim razie zrobimy tak” – powiedziałem, czując, jak po tylu latach odżywa mój stary strategiczny spryt. „Wykup dług, ale nic nie mów Bradowi. Niech myśli, że nadal jest winien wilkowi pieniądze. Tymczasem dopilnujmy, żeby Golden Spoon wpakował się w kłopoty”.
„Jakie kłopoty?” – zapytała Emily.
I po raz pierwszy odkąd uratowałem ją z tego piekła, dostrzegłem przebłysk ducha walki, który kiedyś w niej był.
„Takie, które zamykają restauracje” – odpowiedziałem. „Naruszenia przepisów sanitarnych, wygasłe pozwolenia, skargi na warunki pracy. Michael, masz kontakty w tych działach?”
„Mam kontakty we wszystkich głównych miejscach”.
„Doskonale. A potem jutro rano chcę, żeby w Golden Spoon pojawili się najgorsi inspektorzy, jakich znasz. Inspektorzy, którzy znajdą problemy nawet w nieskazitelnie czystej kuchni”.
Michael powoli się uśmiechnął.
„To da się załatwić”.
„I jest jeszcze jedna rzecz” – kontynuowałem. „Emily, czy nadal masz klucze do restauracji?”
„Tak, mam”.
„Doskonale. Dziś wieczorem składamy krótką wizytę w biurze Brada”.
Czekaliśmy do północy. Emily zaprowadziła mnie na tył Golden Spoon, gdzie boczne drzwi prowadziły do biur administracyjnych. Restauracja była zamknięta i ciemna; tylko kilka świateł bezpieczeństwa migotało słabo. Emily drżała, wkładając klucz do zamka.
„Wszystko w porządku” – wyszeptałem. „Nie ma go tu, a nawet gdyby był, dopilnowałbym, żeby nic ci się nie stało”.
Weszliśmy do środka w milczeniu. W nocy, gdy klimatyzacja była wyłączona i wszystkie zapachy pozostawały skoncentrowane, smród był jeszcze gorszy. Emily zaprowadziła mnie korytarzem do małego pokoju, który Brad nazywał biurem. To było bardziej składzik na miotły niż prawdziwe biuro, zawalone pudłami, papierami i śmieciami. „Wszystko trzyma w sejfie” – wyjaśniła Emily, wskazując na mały sejf w ścianie za półką. „Znam kod. To był nasz ślub”.
Jej głos brzmiał gorzko.
„Otwórz”.
Emily wykręciła numery i sejf otworzył się z kliknięciem. W środku leżały dokumenty, trochę gotówki i laptop. Wyjąłem wszystko i włożyłem do plecaka, który ze sobą przyniosłem.
„Zwróci uwagę” – powiedziała nerwowo Emily. „Zwróci uwagę”.
„Ale jeśli zauważy, będzie już za późno”.
Przeszukałem też szuflady biurka i znalazłem tam kilka interesujących paragonów: zakupy drogich mebli, kontrakty na projektowanie wnętrz, wszystko za nową restaurację, którą Brad otwierał z Tiffany. Absurdalne kwoty, zdecydowanie za wysokie jak na to, ile Golden Spoon kiedykolwiek mógł zarobić.
„Zobacz” – pokazałem Emily. „Podczas gdy ty jadłaś resztki, on wydawał tysiące na kryształowe żyrandole, żeby zaimponować swojej kochance”.
Mina Emily się skrzywiła.
„Chcę, żeby zapłacił, mamo. Chcę, żeby poczuł każdy gram bólu, jaki mi zadał”.
„Poczuje to”, obiecałam. „Poczuje o wiele więcej”.
Wyszliśmy z restauracji równie cicho, jak weszliśmy. W domu spędziłam resztę nocy studiując dokumenty. Laptop Brada był kopalnią obciążających informacji. Księgowość równoległa, fałszywe faktury, niezgłoszone płatności. To wystarczyło, żeby go całkowicie zniszczyć.
Następnego ranka Michael zadzwonił wcześnie.
„Inspektorzy już jadą. Mają być w restauracji około 10:00”.
„Doskonale. Będę tam, żeby to zobaczyć”.
„Susan”, Michael zawahał się. „Jesteś pewna?” „Kiedy już zaczniemy, nie ma odwrotu”.
„Nigdy w życiu nie byłem niczego tak pewien”.
O 9:45 ubrałem się w proste, ale eleganckie ubranie i wziąłem taksówkę do Golden Spoon. Zostałem po drugiej stronie ulicy, w kawiarni, obserwując. Dokładnie o 10:00 przed restauracją zatrzymał się biały van sanepidu. Wysiadło z niego dwóch inspektorów z notesami i sprzętem. Byli znani w branży jako najsurowsi i najbardziej nieustępliwi inspektorzy w mieście.
Zobaczyłem Brada wybiegającego na zewnątrz, żeby się z nimi spotkać, z paniką już widoczną na jego twarzy. Inspektorzy nawet na niego nie spojrzeli.