„Długo tu pracujesz?” – zapytał Viktor bystrą młodą kasjerkę, Swietłanę, odczytując jego imię na identyfikatorze.
„Och, to jedna z naszych podpór” – uśmiechnęła się, licząc rachunki. „Mam wrażenie, jakby był tu od zawsze. Szczerze mówiąc, powinien już cieszyć się emeryturą”.
Viktor kontynuował obserwację. Hałas, krzyki, para: nic nie zakłócało skupienia Arkadego Petrovicia. Kiedy młody kasjer wrzucił stertę brudnych naczyń do zlewu, starszy mężczyzna odwrócił się ze spokojnym uśmiechem i po cichu zabrał się do pracy. Stali klienci witali go, a on zwracał się do wszystkich po imieniu.
Pod koniec przerwy obiadowej do kasy podeszła kobieta z dwójką małych dzieci, nerwowo bawiąc się torebką. Viktor zauważył, że jej policzki zarumieniły się z zażenowania: nie miała wystarczająco dużo pieniędzy na porządny lunch. Szepnęła coś do Swietłany, która zmarszczyła brwi i zawołała drugiego kasjera, Denisa. Ich głosy stawały się coraz głośniejsze i przepełnione gniewem.
W tym momencie Arkadij Pietrowicz wytarł dłonie o fartuch, powoli podszedł i bez słowa podał kobiecie wyjęte z kieszeni banknoty. Skinęła głową, powstrzymując łzy, i odeszła z uśmiechem ulgi.
„To już trzeci raz w tym tygodniu” – mruknął Denis, zamykając szufladę z trzaskiem. „Stary zwariował. Zrujnuje nas wszystkich”.
„Tak, a tak przy okazji, śpi w swoim starym samochodzie na parkingu za budynkiem” – dodała Swietłana z chytrym uśmieszkiem.
Te słowa zabolały Wiktora jak ukłucia szpilką. Przez następne kilka godzin obserwował, jak Arkadij Pietrowicz nie tylko zmywał naczynia, ale także naprawiał zacięty ekspres do kawy, prostował krzesła, zamiatał podłogę i dwukrotnie wrzucał monety do kasy, gdy klientowi skończyła się reszta.
„Po co to wszystko robisz?” – zapytał Wiktor stałego klienta siedzącego obok niego.
Właściciel baru zachował anonimowość i odkrył tożsamość nieuczciwego pracownika.
„Arcadio? To po prostu dobry człowiek” – westchnęła. „Pięć lat temu jego żona zmarła na ciężką chorobę. Wydał wszystkie oszczędności na jej leczenie. Nigdy się nie skarży. Przychodzi tu codziennie, pracuje, choć wie, jak bardzo go to obciąża. Już się takich ludzi nie spotyka”.
Tego wieczoru Arkady Pietrowicz wciąż stał na swoim stanowisku, szorując zaschnięty tłuszcz z kuchni.
—Arkadij Pietrowicz, powinien pan iść do domu, jest późno — powiedziała Irina, dyrektorka, z nutą zaniepokojenia w głosie.
„Jak tylko skończę, pani Irina” – odpowiedział spokojnym, rozważnym głosem.
Viktor zauważył wtedy wymianę spojrzeń między Swietłaną a Denisem, po której natychmiast zapadła znacząca cisza. Kilka minut później Swietłana, nieco przesadzając, zliczyła utarg, po czym głośno zawołała:
—Nadal nie wrócił!
„Nadal brakuje pieniędzy!” krzyknął Denis, unosząc ręce w górę. „To już trzeci raz w tym tygodniu! Minus trzy tysiące czterdzieści dwa ruble!”
Irina zmarszczyła brwi, wyraźnie poważna. Arkadij Pietrowicz podniósł wzrok znad pracy, z rękami splecionymi w fartuchu. I Wiktor zrozumiał wszystko. Wrabiano jego najwierniejszego pracownika.
Z kamienną twarzą i ciężkim sercem wyszedł z kawiarni. Przyszedł sprawdzić rachunki i przy okazji odkrył zachłanność ludzkiej duszy. Następnego dnia wrócił, wciąż ukryty za gazetą. Arkadij Pietrowicz siedział na swoim miejscu, poruszając się wolniej, z rękami nadgryzionymi zębem czasu. Swietłana i Denis szeptali do siebie, sugerując nieprawidłowości i manipulacje.
Cierpliwość Wiktora się skończyła. Wyszedł na zewnątrz i wykonał krótką, zdecydowaną rozmowę telefoniczną. Plan był gotowy.
Właściciel kawiarni udał się incognito do swojego lokalu i odkrył tożsamość nieuczciwego pracownika.
Następnego ranka kawiarnia otworzyła się jak zwykle, ale Viktor wszedł w garniturze w towarzystwie Iriny. Kiedy zadzwonił dzwonek, wszystko zamarło. Swietłana trzymała dzbanek z kawą, Denis zbladł śmiertelnie, a Irina wstrzymała oddech.
„Viktor Orlov…” – mruknęła Irina.
„Dzień dobry” – powiedział Viktor stanowczo. „Uważnie obserwowałem swój dom przez ostatnie kilka dni. Odkryłem o wiele więcej, niż się spodziewałem”.
W biurze wręczył Irinie teczkę z nagraniami wideo, szczegółowymi raportami i anonimowymi listami z podziękowaniami od klientów do Arkadego Petrovicia. Wróciwszy do pokoju, Viktor powiedział wyraźnie:
—Denis, Swietłana, systematycznie defraudowaliście pieniądze i fałszowaliście raporty, aby obciążyć niewinnego człowieka.
Wiktor przerwał protesty. Irina zebrała się na odwagę:
—Oboje zostaniecie zwolnieni bez wypowiedzenia i bez odszkodowania.
Cisza. Arkady Petrović był oszołomiony.
—Wiktor… Nigdy niczego nie brałem, przysięgam.
„Wiem, Arkady.”