Na początku zignorował to. Powiedział, że to „nic”, że źle zrozumiałam. Potem usiadł, westchnął i nagle zaczął mówić spokojnie, jakby tłumaczył coś prozaicznego.
Okazało się, że został zwolniony kilka miesięcy temu. Nikomu o tym nie powiedział. Ani mnie, ani znajomym. Udawał, że idzie do pracy, spóźnia się, jest zmęczony.
A potem znalazł swoje „wyjście”.
Treści. Media społecznościowe. Obserwujący. Darowizny. Mówił o tym bezwstydnie. Nawet z dziwnym entuzjazmem. Powiedział, że to teraz jego nowa praca. Że ludzie płacą za „rzeczywistość”, za „uczciwość”, za ciało, za szczerość.
„To tylko filmowanie” – powiedział. „Nic osobistego”.
Spojrzałem w kamerę i nic nie zrozumiałem. Odwróciłem się w milczeniu, wyszedłem na korytarz i zamknąłem drzwi sypialni.
„To tylko filmowanie” – powiedział. „Nic osobistego”.
Spojrzałem w kamerę i nic nie zrozumiałem. Odwróciłem się w milczeniu, wyszedłem na korytarz i zamknąłem drzwi sypialni.
„To tylko filmowanie”. Wtedy zrozumiałem: niewierność nie zawsze dotyczy innej kobiety. Czasami chodzi po prostu o to, że ktoś wykreślił mnie z czyjegoś życia i zastąpił upodobaniami i spojrzeniami innych. ☹️☹️☹️