Rozdział 1: Mróz w fundamencie
Mówią, że w funduszach private equity nie kupuje się firm, ale ludzi, którzy nimi zarządzają. Szuka się pęknięć w ich dyscyplinie, cieni w ich księgach rachunkowych i pychy, która podpowiada im, że są nietykalni. Spędziłem piętnaście lat doskonaląc sztukę wrogiego przejęcia, rozmontowując rozrośnięte imperia i przebudowując je w szczupłe, dochodowe maszyny. Ale kiedy wjeżdżałem swoim SUV-em przez zardzewiałe, żelazne bramy posiadłości Silverthorne, zdałem sobie sprawę, że zaraz przeprowadzę najbardziej bezwzględny audyt w swojej karierze. A tym razem celem była moja własna matka.
Posiadłość była pomnikiem dziedzictwa, które dawno temu zgniło. Była rozległym wiktoriańskim monstrum wznoszącym się na poszarpanych, zamglonych obrzeżach miasta, mauzoleum z ręcznie rzeźbionego mahoniu i aksamitnych zasłon, pachnącym wiekowym kurzem i niezasłużoną arogancją. Dla lokalnych rejestrów towarzyskich Silverthorne'owie byli złotym standardem staroświeckiego prestiżu. Dla mnie byliśmy po prostu zbiorowiskiem duchów, którym przewodził tyran w zabytkowym garniturze Chanel.