Kiedy wróciłam do salonu, położyłam pudełko na stoliku kawowym przed choinką. Logo na wieczku odbijało światło z kominka, tworząc delikatną poświatę w pokoju.
Śmiech mojej mamy ucichł.
„Co to jest?” zapytała ostrożnie.
Nie odpowiedziałam od razu. Zamiast tego powoli uniosłam wieczko, żeby wszyscy mogli zobaczyć, co jest w środku.
W pudełku znajdował się zestaw kluczy do domu przyczepiony do skórzanego breloczka i złożony dokument z niebieską, okrągłą pieczęcią.
Ojciec pochylił się tak szybko, że kolanami dotknął stołu. Melissa sapnęła, a Tyler mruknął: „To niemożliwe”.
Rozejrzałam się, zaskoczona ich nagłą uwagą, i ogarnęło mnie dziwne uczucie spokoju.
Nie zapomnieli o mnie przypadkiem.
Po prostu założyli, że zawsze będę mała.
Mama odezwała się ponownie, a w jej głosie pobrzmiewała niepewność.
„Allison… co to właściwie jest?”
Powoli otworzyłem dokument.
„To są dokumenty kupna mojego domu” – powiedziałem spokojnie. „Kupiłem dom”.
W pokoju zapadła cisza.