Nazywał się Maksim. Niemowlę miało na imię Taisia. Zostali zupełnie sami. Żadnego listu, żadnego wyjaśnienia – tylko nadzieja, której siedmioletni chłopiec kurczowo się trzymał jak tonący słomki.
Igor zaproponował, że kupi jedzenie, zadzwoni na policję i wezwie opiekę społeczną. Ale na słowo „policja” Maksim cofnął się i wyszeptał z bolesnym strachem:
– „Proszę… nie odsyłajcie nas… zabierają mi Taisię…”
W tym momencie Igor zrozumiał: nie mógł ich zostawić. Już nie.
W pobliskiej kawiarni Maksim jadł łapczywie, a Igor ostrożnie podawał Taisi mleko, które kupił w aptece. Coś w nim powoli zaczęło topnieć – coś, co dawno temu schował głęboko pod pancerzem chłodu.
Zawołał:
– „Odwołajcie wszystkie wizyty. Dziś i jutro”.
Chwilę później przyjechali funkcjonariusze – Gierasimow i Noemow. Standardowe pytania, rutynowe śledztwo. Maksim mocno ścisnął swoją małą dłoń wokół dłoni Igora:
– „Nie zabierasz nas do domu dziecka, prawda?… Jeśli nie możesz się nami zaopiekować… to w porządku… ale proszę, nie zostawiaj nas samych…”
Aby uzyskać pełną informację, wejdź na stronę internetową lub kliknij otwartą stronę (>) i nie udostępniaj znajomym na Facebooku.