Śmiej się, kiedy trzeba. Płacz tylko wtedy, gdy jest to nieuniknione. Trzymaj się z daleka.
Wyprostowała ramiączko sukienki. Delikatny błękit, do kolan, starannie dobrany, żeby nie rzucał się w oczy, ale też nie zniknął, po prostu pasował.
Tamara pojawiła się obok niej jak zawsze, bez ostrzeżenia, ale w idealnym momencie.
„Wyglądasz drogo” – powiedziała Tamara, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów.
„Nie” – odpowiedziała Elena.
„Dobrze” – skinęła głową Tamara. „Nie chcę ich zmylić”.
Elena o mało się nie roześmiała. O mało co.
Podeszły razem do rozstawionego stołu. Dużej, lustrzanej tablicy, oprawionej w złoto i pokrytej eleganckimi literami. Nazwy wypisane perfekcyjną kaligrafią. Piękne. Bezosobowe.
Elena patrzyła na nią powoli, bez pośpiechu, jakby obawiała się, że jej brak czasu może wpłynąć na jej wnioski.
Stół 14.
Mrugnęła i spojrzała ponownie. Stół 14.
Było 17 stołów.
Policzyła je raz, a potem jeszcze raz. Siedemnaście.
Stolik nr 14 znajdował się z tyłu, blisko przejścia dla obsługi, częściowo ukryty za kamienną kolumną. Nie niewidoczny, ale na pewno blisko.
Tamara pochyliła się do przodu.
„Gdzie jesteśmy?”
Elena wskazała palcem.
Tamara podążyła za swoim palcem, zawahała się przez chwilę, a potem wypuściła powietrze przez nos.
„Czternaście” – powiedziała bez ogródek. „Spośród siedemnastu”.
Chwila.
„Wow”.
Elena nic nie powiedziała. Bo co miała powiedzieć?
To tylko miejsca.
Myśl przyszła jej naturalnie. Szybko, wyćwiczona.
To nic nie znaczy.
Ale poczuła ucisk w piersi, bo w głębi duszy wiedziała, że tak jest.
Miejsca zawsze mają znaczenie.
Na takich imprezach nic nie jest dziełem przypadku. Ani położenie, ani odległość, ani widok. Na pewno nie tak daleko od centrum.
Tamara skrzyżowała ramiona.
„Przynajmniej mamy dobry widok?” zapytała.
Elena spojrzała na stół prezydialny z miejsca, gdzie stał stolik numer 14.
„Można go zobaczyć, pochylając się lekko do przodu i ignorując kolumnę.”
„Jest zasłonięty” – powiedziała Elena.
„Oczywiście” – odpowiedziała Tamara.
Stały tam jeszcze chwilę, wystarczająco długo, by oswoić się z rzeczywistością.
Potem Tamara pochyliła się i zniżyła głos.
„To nie przypadek.”
Elena skinęła głową.
„Wiem.”
I wiedziała.
Edward Whitmore nie popełniał błędów. Wygłaszał oświadczenia.
Podeszli do swojego stolika. Każdy krok wydawał się wyważony, przemyślany, jakby zbyt szybkie chodzenie miało to wyjaśnić, jakby zbyt wolne tylko pogorszyło sprawę.
Stół 14. Okrągły, schludnie nakryty, idealnie zorganizowany, na tyle daleko, by miało to znaczenie.
Elena położyła swoją małą torebkę na stole, usiadła i wygładziła sukienkę. Drobne ruchy. Kontrolowane.
Po drugiej stronie sali lśnił stół prezydialny.
Edward stał tam, pełen pewności siebie i bez trudu rozmawiał z gośćmi.
Lucas stał obok niego z uśmiechem.
Elena patrzyła przez chwilę. Nie za długo. W sam raz.
Wygląda na szczęśliwego.
REKLAMA