Sędzia lekko się wyprostował.
„Rodzina Vance?”
Uniósł brodę.
„TAK”.
Bliźniacy zacisnęli dłonie na jego dłoniach.
A potem powiedział coś, co sprawiło, że wyraz twarzy Juliana zmienił się w sposób, jakiego nikt w tym pomieszczeniu nigdy wcześniej nie widział.
„Wszystko, co myślisz, że należy do ciebie… tak naprawdę nigdy do ciebie nie należało”.
Julian gwałtownie wstał.
„To absurd”.
Ale sędzia już na niego nie patrzyła.
Przeglądała dokumenty.
Uważnie.
Po kolei.
„Jeśli to prawda” – powiedział powoli – „to już nie jest zwykłe postępowanie rozwodowe”.
Znowu podniósł wzrok.
„To może mieć o wiele dalej idące konsekwencje, niż sobie wyobrażasz”.
Julian przełknął ślinę i po raz pierwszy w jego wyrazie twarzy pojawiło się coś niezwykłego.
Niepewność.
Eleanor zrobiła mały krok naprzód.
„Jeszcze nie skończyłam”.
Urządzenie, na które nikt nie był gotowy.
Znów sięgnęła do torby i wyciągnęła coś małego, prostego, delikatnie kładąc to na stole.
Urządzenie do przechowywania.
Niepozorne.
Ale wydawało się, że waży o wiele więcej niż jego rozmiar.
Sędzia nie interweniował od razu.
Przyjrzał mu się uważnie, jakby rozumiał, że to, co jest w środku, zmieni bieg wszystkiego, co nastąpi.
„Co w tym jest?” zapytał.
Julian wymusił śmiech.
„To pewnie zmontowany materiał. Kolejna próba dramaturgii”.
„Dość” – rzuciła ostro sędzia.
Julian milczał.
Więcej na następnej stronie