Prawdziwym „zaskoczeniem” nie było to, że wpadli w kłopoty, gdy finansowanie się skończyło.
Zaskoczeniem było to, co przydarzyło się mnie.
Zaczęłam przesypiać noce. Przestałam nerwowo sprawdzać telefon. Zbudowałam szczere przyjaźnie, bez ukrytych motywów. Nawiązałam związek z kimś, kto interesował się moim dniem, nie oczekując niczego w zamian.
A lekcja, którą chciałabym wynieść, zanim zaczęłam wysyłać trzy tysiące dolarów miesięcznie, jest prosta:
Jeśli twoja miłość jest doceniana dopiero wtedy, gdy się za nią odwdzięczysz, to nie jest miłość. To uzależnienie.
A jeśli ktoś nazywa cię pasożytem, żerując na tobie, to słowo należy do niego.
Wyjechałam z kraju.
Nazywali to porzuceniem.
Ja nazywałam to przetrwaniem.
I po raz pierwszy zarobione pieniądze pomogły osobie, która zawsze była ostatnia w kolejce:
Mnie.