Wiadomość wysłana na jedyny zarejestrowany numer: wtorek, godzina 14:00, Jade Garden, Chinatown. Margaret odpisała w ciągu kilku minut: „Przyniosę herbatę”.
Część 3.
Te trzy dni oczekiwania wydawały się wiecznością. Trzymałam się rutyny w Ritzu, zamówiłam room service i dokonywałam drobnych inwestycji, żeby zachować bystrość umysłu. Ashton przestał dzwonić. Jego prawnik zajmował się teraz wszystkim i wysyłał oficjalne listy pojednawcze, aby zapewnić sobie stabilność finansową. Każdy list trafiał prosto do niszczarki, a następnie do Patricii Kim, mojej nowej prawniczki, która mieszkała dwie godziny drogi stąd w Connecticut, gdzie koneksje Ashtona nic nie znaczyły.
Wtorek nastał szary i wilgotny. Jade Garden leżał wciśnięty między zakład pogrzebowy a sklep z podróbkami torebek, a okna zaparowane przez dekady pary unoszącej się znad koszy ravioli. Nikt ze świata Ashtona nigdy nie odważyłby się tam pójść, i to czyniło to miejsce idealnym. We wtorek siedział już w tylnym kącie, w kardiganie, mimo upału, i wyglądał jak babcia, która zgubiła się w drodze do kościoła. Ale jego oczy, te oczy, wyrażały czterdzieści lat starannie tłumionego gniewu.
„Pani Whitmore” – zaczęła.
„Hawthorne” – przerwałam jej. „Teraz używam nazwiska panieńskiego”.
Uśmiechnęła się i postawiła na stole puszkę kruchych ciasteczek. Puszka wyglądała na starą, ozdobioną malowanymi kwiatami, taką, jakiej ciocia używałaby do przechowywania przyborów do szycia. W środku, owinięta w bibułkę, leżała szminka.
„Obróć spód trzy razy, a potem pociągnij” – wyjaśniła.
Szminka okazała się być pendrivem. Szesnaście gigabajtów tego, co Margaret nazywała „ubezpieczeniem”. „Zaczęłam kolekcjonować w 1982 roku” – powiedziała, a jej głos ledwo przebijał się przez gwar w restauracji. „Pierwsza żona Richarda, Elena, podejrzewała, że coś się dzieje. Poprosiła mnie, żebym miała na wszystko oko, żebym słuchała. Potem miała wypadek”.
Margaret zrobiła cudzysłów wokół ostatniego słowa. „Jeden samochód. Piękna pogoda. Niesprawne hamulce. Potem zachowałam wszystko. Każdą notatkę, każdy dostępny zapis rozmowy telefonicznej, każdą kochankę, która zapłaciła firmowymi pieniędzmi, każdy dokument złożony w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), który nie zgadzał się z wewnętrznymi zapisami”.
Kelner przyniósł herbatę i milczeliśmy, aż wyszedł. Margaret nalała herbatę pewną ręką, choć zauważyłem u niej lekkie drżenie, gdy wspomniała o Elenie.
„Druga żona, Caroline, została dłużej. Inteligentna kobieta. Ukończyła studia MBA w Wharton. Zaczęła zadawać właściwe pytania na czwartym roku”. Richard przyjął ją do szpitala z powodu wyczerpania. Podpisała papiery rozwodowe z zakładu psychiatrycznego i zrzekła się wszelkich roszczeń, aby uniknąć długotrwałego leczenia.
Moja herbata wystygła, gdy Margaret wymieniła dwadzieścia lat przestępstw finansowych, każde skrupulatnie udokumentowane na tym małym dysku twardym. Ale najgorsze zostawiła na koniec.
„Twój mąż nie jest tylko wspólnikiem. Manipulował Dianą, żoną Nathana. Są na to dowody. Kwiaty zarejestrowane na fałszywe firmy. Rezerwacje hotelowe odpowiadające jego tak zwanym spotkaniom biznesowym. Planuje cię zostawić, Milo. Ale najpierw musi podważyć twoją wiarygodność. Podczas tej urodzinowej kolacji wszyscy byli świadkami twojego nieprzewidywalnego zachowania. Jeśli zostawi klucze, będą wyglądać, jakby miał załamanie nerwowe”.
Przyniesiono kosz ravioli, ale nikt go nie tknął. Wróciłam myślami do dłoni Diany, która trzymała mnie podczas kolacji i zastanawiałam się, czy jej współczucie było szczere, czy też stanowiło część kolejnego podstępu.
Tego wieczoru, siedząc w pokoju hotelowym z laptopem i naładowaną pamięcią USB, przejrzałam dowody Margaret. To było przytłaczające: czterdzieści lat danych skompresowanych w pliki, uporządkowanych według lat, przestępstw, ofiar. Ale potrzebowałem czegoś więcej. Potrzebowałem archiwum Ashtona, żeby wszystko potwierdzić.
Patricia Kim natychmiast odebrała mój telefon, mimo że była prawie północ.
„Muszę założyć firmę” – powiedziałem mu. „Coś zupełnie innego niż wszystko inne”.
„To może być cokolwiek. Kiedy?”
„Jutro”.
„To fuszerka. Będzie drogo”.
„Zapłacę potrójnie”. »
Dwie godziny dalej na północ autostradą I-95, za zjazdami na Greenwich i Stamford, gdzie koledzy Ashtona mieszkali w swoich marmurowych apartamentach, biuro Patricii znajdowało się na drugim piętrze budynku, w którym mieścił się również dentysta i księgowy. Żadnego marmuru. Żadnej sztuki nowoczesnej. Tylko dyplomy na ścianie i ekspres do kawy, który pamiętał lepsze czasy.
Już przygotowała dokumenty. Phantom Rose Holdings LLC, spółka zarejestrowana w stanie Delaware, w stanie Connecticut,