Kontratak
Następnego dnia wzięłam wolne w pracy.
Kiedy tylko wyszli z domu — Lena do pracy, a Oleg na swoje „spotkanie” w południe — wyjęłam telefon i zadzwoniłam do znajomego fachowca.
— Halo, Siergiej Pietrowicz? Maria Siergiejewna z tej strony. Tak, potrzebuję pomocy. Nie, kran działa. Potrzebuję zamka… i zawiasów na kłódkę. Do lodówki.
Przyjechał bardzo szybko.
Nie zadawał zbędnych pytań. Tylko westchnął, gdy poprosiłam o zamontowanie zamka w drzwiach kuchni.
— Szkoda okleiny, Mario Siergiejewno — mruknął.
— Ja czuję większą stratę — odpowiedziałam spokojnie. — Proszę zrobić swoją pracę.
Dwie godziny później kuchnia była zamknięta.
Dyskretny zamek zabezpieczał dostęp do kuchenki, mikrofalówki i przede wszystkim do lodówki.
Na wszelki wypadek sama lodówka została dodatkowo zabezpieczona łańcuchem z kłódką szyfrową.
Wyglądało to absurdalnie.
Ale przekaz był jasny.
Pozostał jeszcze jeden szczegół.
Zalogowałam się na konto dostawcy internetu. Zresetowałam router i zmieniłam hasło z „lenochka1995” na długą, skomplikowaną kombinację liter i cyfr.
Potem usiadłam w fotelu naprzeciw drzwi wejściowych.
Na kolanach położyłam książkę.
Była 18:45.
Czekałam.
Nie działa internet
Jako pierwszy wrócił Oleg.
Był zdenerwowany pogodą i korkami.
— Mario Siergiejewno, coś się stało z internetem — powiedział, zdejmując kurtkę. — Sieć jest, ale hasło nie działa. Zmieniałaś coś?
Przewróciłam stronę książki.
— Tak. Zmieniłam. To mój router. Moja przestrzeń techniczna.
Oleg zamarł.
— Jak to? Muszę pracować. Mam ważną rozmowę za dziesięć minut. Podaj hasło.
— Nie mogę — odpowiedziałam spokojnie. — Jest skomplikowane i nie pamiętam go na pamięć.
Oleg poczerwieniał.
— Dobrze. Jestem głodny — burknął. — Zrobię coś do jedzenia.
Podszedł do drzwi kuchni.
Szarpnął klamkę.
Drzwi się nie otworzyły.
— Zamknięte?
— Nie — odpowiedziałam spokojnie. — Mają zamek.
— Jaki zamek?
— Taki sam jak w twoim pokoju. Kuchnia to moja przestrzeń. Tu gotuję, tu odpoczywam. Muszę mieć swoje granice.