„Zostały ci tylko dwa nakazy eksmisji” – powiedział cicho.
„Wiem”.
„Nie mogę jeszcze przynieść pieniędzy” – kontynuował – „ale mogę dać zabezpieczenie”.
Wyrwał mi się cichy, ponury śmiech. „Właściciele nie mają litości”.
„Nie” – odpowiedział spokojnie. „Reagują według własnego uznania”.
Tego wieczoru, po tym jak Oliver zasnął, siedziałem naprzeciwko Adriana przy kuchennym stole, a w dłoniach drżał mi nakaz wyprowadzki od właściciela.
„Pozwól mi jutro obejrzeć budynek” – zasugerował cicho.
Prostota jego propozycji mnie zaniepokoiła. Nie zareagował na chaos.
Przyjrzał się uważnie konstrukcji.
W sobotę rano słabe światło sączyło się przez cienkie zasłony. Prawie spodziewałem się, że zniknie w nocy, ale dokładnie o siódmej wciąż tam było. REKLAMA