Clare jest teraz moją prawą ręką. Jest genialna, szczera i jest córką, o której istnieniu nie wiedziałam. Pomaga mi budować fundację wspierającą młode wdowy zakładające własne firmy. Nazywamy ją Funduszem Henry'ego .
A Daniel?
Dostałem od niego list w zeszłym tygodniu. Nie była to prośba o pieniądze. To było zdjęcie czeku z wypłaty z firmy zarządzającej nieruchomościami w Worcester. Jest asystentem na stanowisku początkującym. Mieszka w kawalerce nad piekarnią.
„Jestem zmęczony każdej nocy, mamo” – głosił list. „Bolą mnie plecy. Mój szef to palant. Ale po raz pierwszy, kiedy patrzę w lustro, nie widzę ducha. Widzę mężczyznę. Dziękuję, że powiedziałaś nie”.
Nie płakałam, kiedy to czytałam. Po prostu się uśmiechnęłam i włożyłam to do pudełka ze zdjęciem Henry'ego.
Ludzie często pytają mnie, jak przetrwałam tę noc w bibliotece. Jak się nie załamałam, kiedy świat się ze mnie śmiał. Za każdym razem mówię im to samo:
Możesz nazwać mnie świnią. Możesz nazwać mnie nachalną. Możesz nazwać mnie starą. Ale nigdy nie możesz nazwać mnie pokonaną. Bo kobieta, która zna swoją wartość, nie potrzebuje miejsca przy twoim stole – jest właścicielką budynku, w którym siedzisz.
Nazywam się Helen Ashford . Jestem wdową, dyrektorką generalną i, co najważniejsze, matką mężczyzny.
I księga jest oficjalnie zbilansowana.