Viviana Quintana od pierwszego dnia dawała mi jasno do zrozumienia, że jestem po prostu pomyłką.
„Nie masz imienia, rodu, wartości” – powiedziała.
Upokorzenia stały się codziennością. Potem zaszłam w ciążę.
Straciłam go.
Ale i tak.
Trzy razy.
Viviana mówiła o mojej „wadliwej macicy”. Leandro milczał.
Czwarta ciąża była tą właściwą. Clara urodziła się podczas śnieżycy. Osiemnaście godzin bólu. Potem zdrada.
Leandro przyszedł z matką i inną kobietą. Dokumenty. Rozwód. Wydalenie.
Podpisałam, żeby zaoszczędzić czas.
Trzy dni później prawnik znalazł mnie w schronisku.
„Twój ojciec nie był robotnikiem. Był genialnym inwestorem. Jesteś jedynym spadkobiercą.
1,3 miliarda euro.
A dom Quintanów… był mój.
Viviana również przywłaszczyła pieniądze z fundacji dla chorych dzieci. Dowód istniał.
Prosiłem o sześć tygodni.
Ślub Leandro miał się odbyć za sześć tygodni.