Potem otworzyłam laptopa.
Rozdział 3: Opcja nuklearna.
Mark był w pracy. Nie wróci do domu przez kolejne trzy godziny. Miałam trzy godziny, żeby spalić królestwo doszczętnie.
Zaczęłam od największego projektu. Stół z kości słoniowej.
Zadzwoniłam do organizatorki imprezy, przemiłej kobiety o imieniu Jessica, z którą rozmawiałam już dziesięć razy w ciągu ostatniego miesiąca.
„Cześć Jessica, tu Sarah. Dzwonię w sprawie jutrzejszej imprezy w Gable”.
„Cześć Sarah! Wszystko gotowe. Łosoś już na stole, a długi stół nakryty. Czy trzeba było wnieść dodatkowe krzesło?”
„Właściwie” – powiedziałam, wpatrując się w ścianę. „Czy powinnam odwołać imprezę?”
Zapadła oszołomiona cisza. „Odwołać? Impreza jest za… dwadzieścia cztery godziny. Sarah, wiesz, że zaliczka jest bezzwrotna. A zgodnie z umową, ponieważ jest w ciągu 48 godzin, odpowiadasz za 50% kosztów jedzenia”.
„Wiem” – powiedziałam. „Obciąż kartę, którą mamy w aktach. Ale anuluj rezerwację. Całkowicie. Zwolnij pokój”.
„Jesteś pewna?”
„W stu procentach. A Jessica? Jeśli ktoś zadzwoni, podając się za członka rodziny Gable i będzie chciał przywrócić umowę, powiedz mu, że jej posiadacz ją rozwiązał, a pokój został zarezerwowany przez kogoś innego”.
„Dobrze…” Jessica brzmiała na przerażoną. „Już po sprawie. Wysyłam potwierdzenie anulowania”.
Następnie: Piekarnia.
„Cześć, tu Sarah. Cytrynowe ciasto biszkoptowe dla Lindy”.
„Tak! Jest piękne. Nałożymy płatki złota jutro rano”.
„Nie” – powiedziałam. „Anuluję zamówienie”.
„Proszę pani, zapłaciła pani pełną kwotę. Nie możemy zwrócić pani pieniędzy tak późno”.
„Nie chcę zwrotu” – powiedziałem spokojnie. „Chcę, żeby pani wzięła to ciasto i oddała je do schroniska dla bezdomnych na Piątej Ulicy. Albo pozwoliła pani je zjeść. Tylko niech pani nie daje go nikomu o imieniu Gable. Jeśli Mark albo Linda przyjdą je odebrać, proszę im powiedzieć, że zamówienie zostało anulowane, a ciasto wyrzucone”.
„Wow” – powiedział piekarz. „Dobrze. To zaniesiemy je do stołówki pracowniczej”.