Pobiegł w jej stronę.
„Hej, hej, wszystko w porządku?” zapytał, klękając obok niej.
Jej blond włosy zakrywały połowę twarzy; jej skóra była blada. Wyszeptała: „Czuję… zawroty głowy. Nie jadłam”.
Bez wahania Aaron pomógł jej usiąść na ławce w cieniu i osłonił ją swoim ciałem przed słońcem. Podał jej butelkę z wodą i próbował uspokoić jej oddech. Minuty mijały w nieskończoność. Dziesięć. Piętnaście. Dwadzieścia. Jej stan się poprawiał, ale jego szansa na rozmowę kwalifikacyjną znikała z każdą sekundą.
Kiedy w końcu wstała, przeprosiła słabo. „Nie musiałaś zostać…”
„Tak, musiałam” – powiedział cicho.
Po zamówieniu dla niej taksówki Aaron pospieszył do imponującej stalowej siedziby Western Industries, mając nadzieję – a raczej modląc się – że rekruterka go jeszcze przyjmie. Recepcjonistka spojrzała na zegarek i potrząsnęła nim ze współczuciem, ale bez cienia elastyczności.
„Bardzo mi przykro. Rozmowy kwalifikacyjne zakończyły się piętnaście minut temu”.
Rozczarowanie uderzyło go niczym fizyczny cios.
Tej nocy Aaron wrócił do swojego ciasnego mieszkania i wciąż na nowo odtwarzał w pamięci moment, w którym przedłożył dobroć nad osobiste korzyści. Powtarzał sobie, że nie żałuje pomocy dziewczynie, ale gdzieś w głębi duszy zastanawiał się, czy nie zrujnował sobie w ten sposób przyszłości.
Tydzień później, po zakończeniu porannej zmiany jako kierowca dostaw, zadzwonił telefon.
„Panie Whitlock?” – zapytała kobieta. „Rozmawia pan z Celeste z Western Industries. Nasz prezes poprosił o spotkanie z panem. To pilne”.
Aaron stał jak wryty. Dlaczego prezes miałby chcieć z nim rozmawiać?
I skąd w ogóle znali jego imię? Nie miał pojęcia, że całe jego życie wywróci się do góry nogami.
Aaron siedział w milczeniu w autobusie, a myśli krążyły mu po głowie. Czy odkryli, że się spóźnił? Czy myśleli, że będzie sprawiał kłopoty? Niepewność ścisnęła go za serce niczym opaska, gdy ponownie ujrzał ogromną siedzibę.
Celeste, elegancka asystentka prezesa, powitała go serdecznie i poprowadziła lśniącymi korytarzami do gabinetu dyrektora – ogromnego pomieszczenia z oknami sięgającymi od podłogi do sufitu, z których roztaczał się widok na panoramę miasta.
W środku stał Vincent Lane, sam prezes, wysoki mężczyzna o siwych włosach i bystrym spojrzeniu. Ale jeszcze bardziej zszokowała Aarona osoba siedząca obok niego na skórzanej sofie.
To była ona.
Dziewczyna w czerwonej sukience. Zdrowa, czujna, patrzyła na niego z delikatnym uśmiechem.
„Panie Whitlock” – zaczął Vincent, wyciągając rękę – „dziękuję za przybycie”.
Aaron niezręcznie i zdezorientowany uścisnął mu dłoń.
Vincent gestem wskazał mu, żeby usiadł. „To moja córka, Harper Lane”.
Aaron zamrugał. Ścisnęło go w żołądku.
Dziewczyna, której pomógł… była córką prezesa?
Harper mówiła cicho. „Chciałem ci podziękować. Tego dnia… Nie pamiętam prawie nic, poza twoim głosem, który kazał mi oddychać. Zostałeś, dopóki nie byłem bezpieczny. Niewielu ludzi by to zrobiło”.
Aby uzyskać pełny dostęp, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk „Otwórz” (>) i nie udostępniaj znajomym na Facebooku.