Szczery, bezwarunkowy wybór
Proces się rozpoczął: wizyty domowe, oceny społeczne, formularze administracyjne. Potem nadeszła wiadomość: bliźnięta są całkowicie głuche.
Wiele rodzin by się wtedy poddało. Julien i ja wymieniliśmy spojrzenia.
„Nauczymy się” – powiedzieliśmy po prostu.
Tydzień później Lina i Inès weszły do naszego domu z dwoma fotelikami samochodowymi i szeroko otwartymi oczami. Pierwsze kilka miesięcy było intensywne: krótkie noce, ograniczony budżet i przyspieszona nauka języka migowego w ośrodku kultury.
Ćwiczyłam przed lustrem przed pójściem do pracy. Julien do późna w nocy przeglądał znaki. „Mleko”, „więcej”, „Mamo”, „Tata”… Każdy gest stawał się zwycięstwem.
Kiedy bliźnięta po raz pierwszy pokazały znak „Mamo”, zaparło mi dech w piersiach.
Dorastanie inaczej… i bycie z tego dumnym.
W szkole musiałam walczyć o odpowiednie wsparcie i obecność tłumacza języka migowego. Musiałam wytłumaczyć, że głuchota to nie słabość, a inny sposób postrzegania świata.
Lina rozwinęła talent do rysowania. Wyobrażała sobie kolorowe, nowoczesne i radosne ubrania. Inès natomiast uwielbiała budować, rozbierać i rozumieć, jak działają przedmioty.
W wieku 12 lat szkoła zorganizowała konkurs na stworzenie ubrań odpowiednich dla dzieci z niepełnosprawnościami.
„Nie wygramy, ale i tak się przydadzą” – powiedziały, machając ręką i wzruszając ramionami.
Zaprojektowały bluzy, które nie obcierały aparatów słuchowych, spodnie, które łatwo się zakładało, metki, które nie drapały: ubrania tworzone z pasją i zaprojektowane z myślą o codziennym życiu.
Potem życie wróciło do normy.