Podczas herbaty rozmowa początkowo zeszła na pogodę, wiadomości i zdrowie. W końcu Aleksiej zebrał się na odwagę i poruszył temat przyjęcia.
— Mamo, Marina i ja właśnie policzyliśmy… Bankiet dla trzydziestu osób w „Złotym Wieku” byłby bardzo drogi. Może jednak powinniśmy ograniczyć się do mniejszej liczby gości?
Wyraz twarzy Walentyny Pietrowny natychmiast się zmienił.
— Co masz na myśli? — zapytała chłodno. — Nie wolno mi kogoś zaprosić? Obrażać ludzi?
— No to może moglibyśmy wybrać tych, którzy są dla ciebie szczególnie ważni?
— Alosza, wszyscy są dla mnie ważni. I co ludzie o mnie pomyślą? Powiedzą, że mój syn jest tak skąpy, że nie może dać matce normalnej rocznicy.
Marina siedziała w milczeniu, ściskając kubek w dłoniach. Aleksiej zobaczył, jak drży jej policzek — wyraźny znak, że tłumi gniew.
— Mamo, nie chodzi o skąpstwo. Tyle że dla nas to bardzo duża kwota…
— A ile wydajesz na własne przyjemności? Restauracje, filmy, ubrania? — Walentyna Pietrowna spojrzała na Marinę. — Na jej drogi makijaż i biżuterię?
— Mamo, Marina nie ma drogiej biżuterii…
— Oczywiście, a co z tym? — Skinęła głową na proste kolczyki Mariny. — Złoto, prawda?
— Biżuteria warta pięćset rubli — wyszeptała Marina.
— Ach, oczywiście. A pierścionek?
— Obrączka.
— A propos biżuterii — Walentyna Pietrowna nagle ożywiła się. — Myślałam… Na moją rocznicę nie powinno być tylko przyjęcia, ale i prezentu. Od dawna marzyłam o złotym pierścionku z kamieniem. Niezbyt drogim, oczywiście. Chcę po prostu mieć coś pięknego.
Aleksiejowi zaschło w ustach. Złoty pierścionek — to kosztowałoby jeszcze dwadzieścia, trzydzieści tysięcy rubli.
— Mamo, ale… już organizujemy bankiet. To już jest prezent sam w sobie, prawda?
— Aloszenko, ale bankiet jest dla wszystkich. Prezent musi być dla mnie osobisty. Rozumiesz?
Aleksiej mruknął coś niezrozumiale, nie mogąc znaleźć słów. Marina milczała, ale widział, jak drżą jej ręce.
— My… pomyślimy o tym — zdołał w końcu powiedzieć.
— Tylko pomyśl, oczywiście — Walentyna Pietrowna skinęła głową. — Ale ja już wszystkich uprzedziłam o bankiecie. Nina Wasiljewna nawet specjalnie kupiła nową sukienkę.
Długo jechali samochodem w milczeniu. W końcu Marina nie mogła już wytrzymać.
— Osiem lat, Aloszo. Osiem lat tak do mnie mówi. Osiem lat znosiłam jej aluzje, wyrzuty, porównania. Osiem lat słuchałam, jak fatalna jestem jako kobieta, fatalna gospodyni domowa, fatalna synowa. A teraz ona chce, żebyśmy wzięły pożyczkę, przez rok odmawiały sobie wszystkiego i kupiły jej pierścionek?
— Mari-noczka…
— Nie! Dość! — Marina zwróciła się do niego. — Powiedz szczerze: kiedy twoja matka ostatnio powiedziała mi coś miłego? Kiedy zapytała, jak się czuję? Kiedy podziękowała ci za pomoc? Kiedy zapytała, czy nas na to stać?
Aleksiej milczał, bo nie miał odpowiedzi.
— A teraz żąda od nas ponad stu pięćdziesięciu tysięcy rubli plus pierścionek. I nawet nie pomyślała o tym, żeby zaoferować pomoc albo podzielić się kosztami. Wiesz, co mnie najbardziej wkurza? Nie chodzi nawet o pieniądze. Ale o to, że ona to uważa za oczywiste. Twoim obowiązkiem jest wyprawić jej wystawne przyjęcie, a ona nawet nie uważa za konieczne, żeby ci z góry podziękować.
— Podziękowała ci…
Czytaj dalej, klikając przycisk (DALEJ 》) poniżej!
REKLAMA