„Mamusiu… czy to ciasto dla mnie?” – wyszeptała córka. Kobieta z trudem przełknęła ślinę. „Tak, kochanie…” – odpowiedziała cicho.
Podeszła do lady, jakby spodziewała się odmowy. Obsługa, która jeszcze chwilę wcześniej się śmiała, zamarła na jej widok.
„Przepraszam…” – powiedziała drżącym głosem – „czy mają państwo przeterminowane ciasto? Ciasto, które trzeba wyrzucić… Moja córka ma urodziny. Nie potrzebuję niczego świeżego, tylko czegoś słodkiego dla niej…”
Żadnego głosu – tylko cisza, a potem okrutny śmiech. „Przeterminowane ciasto? U nas nie sprzedajemy tandety!” – warknęła pracownica.
Twarz matki poczerwieniała. Córka przytuliła się do niej. Upokorzona, odwróciła się na pięcie, gotowa wyjść z pustymi rękami.