Wtedy w sklepie rozległ się spokojny głos: „Dość.”
Mężczyzna, pogrążony w lekturze gazety, wstał. Jego spojrzenie, skierowane na całą scenę, zmieniło wszystko. Obsługa zamilkła, napięcie stało się namacalne, a atmosfera piekarni nagle przestała być ta sama.
Mężczyzna delikatnie położył gazetę na stole. Jego oczy błyszczały dziwnym, łagodnym, a zarazem władczym blaskiem. Każdy szczegół jego postaci zdawał się odbijać zmęczenie i rozpacz matki.
„Nazywam się Alexander Moreau” – powiedział spokojnie. „Wierzę, że to ciasto zasługuje na to, by trafić do pani córki.”