Publicité

Biedny student wsiadł do złego samochodu, nieświadomy, że należy on do miliardera.

Publicité

Siedzenie było niesamowicie miękkie. Czysty luksus.
Ale mój zmęczony umysł nie był w stanie uchwycić cichego ostrzeżenia.
Zatopiłem się w skórze, zamknąłem oczy na sekundę...
I to był najpiękniejszy sen, jaki miałem od tygodni.
Dopóki głęboki, wyraźnie rozbawiony głos nie wdarł się do mojej podświadomości:
—Czy zazwyczaj włamujesz się do cudzych samochodów, czy jestem wyjątkowy?
Otworzyłem oczy z drgnięciem. Ogarnęła mnie panika, gdy uświadomiłem sobie, że nie jestem sam.
Czułem jego obecność. Jego drogie perfumy, prawdopodobnie droższe niż mój czynsz w dzielnicy Narvarte.
Garnitur szyty na miarę. Ten wykalkulowany bałagan, który bogaci mężczyźni opanowują z łatwością.
I jego twarz...
Wyraźna linia szczęki. Ciemne oczy wpatrujące się we mnie z ciekawością. Uśmiech, który mnie irytował... i jednocześnie rozbrajał.
—Przepraszam... Myślałem, że to mój Uber.
—Technicznie rzecz biorąc, to właśnie zrobiłeś. I chrapałeś przez dwadzieścia minut.
—Nie chrapię.
—Tak, oczywiście. Trochę. Było… cudownie.

Rozejrzałam się ponownie.

Ekran dotykowy. Wykończenie z szlachetnego drewna. Minibar.
—Nie jesteś kierowcą Ubera…
—Absolutnie nie.

Naturalnie się uspokoił.
—Jestem Gabriel Albuquerque. A to mój samochód. Ten, który ukradłeś na drzemkę.

To imię nic mi wtedy nie mówiło. Ale pewność siebie, z jaką je wypowiedział, uświadomiła mi, że powinnam coś powiedzieć.

Był kimś ważnym.

Bardzo bogaty.
—Przepraszam. Pracowałem cały dzień, uczyłem się całą noc… Już schodzę.

Chwytając klamkę, zapytał:
—Jest prawie 23:30. W której części miasta mieszkasz?
—Nie twoja sprawa.

Uśmiechnął się.

Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj następną stronę >>

Publicité