Potem wszedł lekarz – mężczyzna w średnim wieku, dr Harris. Spokojny. Precyzyjny. Zbadał moje żebra, nadgarstki i żółtawy siniak na szyi. Zatrzymał się dłużej, niż było to konieczne.
„Te obrażenia” – powiedział powoli, patrząc prosto na Jasona – „nie pasują do schematu zwykłego upadku”.
W pokoju zapadła cisza.
Jason zaśmiał się raz – ostrym, wymuszonym śmiechem. „Co pan próbuje powiedzieć?”
Dr Harris nie podniósł głosu. „Mówię po prostu, że ten schemat sugeruje powtarzający się uraz”.
Odwróciłam głowę na tyle, by dostrzec odbicie Jasona w metalowej szafce.
Jego ręce drżały.
I po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że coś poszło bardzo nie tak – dla niego.
Czytaj dalej na następnej stronie