To było strukturalne.
Ann nie poprzestała na teorii. Pomagała w projektowaniu pierwszych programów mikrofinansowych: małe pożyczki w wysokości 50 lub 100 dolarów dla osób ignorowanych przez banki. Kwoty te miały moc transformacyjną: surowce, wzrost produkcji, czesne, niezależność.
Rezultaty były niezaprzeczalne. Wskaźniki spłat pożyczek przekraczały 95%. Kobiety stawały się przedsiębiorcami. Dzieci szły na studia. Społeczności się stabilizowały.
Jej zasady stały się fundamentem:
Szanuj lokalną wiedzę.
Pracuj w ramach istniejących systemów.
Traktuj ludzi jak partnerów, a nie jak organizacje charytatywne.
Wzorce, które pomogła udoskonalić, rozprzestrzeniły się na cały świat, docierając do setek milionów ludzi.
Ann żyła swoją pracą. Nie uczyła się biedy w luksusowych hotelach. Mieszkała w wioskach bez bieżącej wody. Wychowywała córkę, Mayę, zanurzona w indonezyjskiej kulturze. Kiedy Barack odwiedził ją jako studentkę, upewnił się, że rozumie godność ludzi, z którymi pracuje.
Lata później Barack Obama przyznał, że to ukształtowało jego najgłębsze przekonania: że godność jest uniwersalna, że systemy, a nie jednostki, tworzą ubóstwo i że prawdziwa zmiana zaczyna się od słuchania.
W 1994 roku u Ann zdiagnozowano raka jajnika. Kontynuowała pracę pomimo chemioterapii. Zmarła 7 listopada 1995 roku, w wieku pięćdziesięciu dwóch lat.
Nigdy nie doczekała się wyboru syna do Senatu. Nigdy nie była świadkiem jego prezydentury. Nigdy nie doczekała się globalnego wpływu ruchu mikrofinansów, który pomogła założyć, ani Pokojowej Nagrody Nobla przyznanej za pracę opartą na ideach, które propagowała dekady wcześniej.
Przez lata historia relegowała ją do przypisu: „matka Baracka Obamy”.