Publicité

Była sama od dzieciństwa, aż do momentu, gdy siedmiu potężnych Apaczów przyszło prosić o jej rękę.

Publicité

Jej farma znajdowała się w małej, łatwej do obrony dolinie, obdarzona rzadkim darem w tej suchej krainie: nieustającym źródłem. Woda była jej siłą napędową, pozwalając jej uprawiać bujny ogród warzywny i napoić dwa muły i garstkę kurczaków.

Chata była mała, ale solidna, zbudowana z grubych sosnowych bali, uszczelnionych błotem i kamieniem, z pojedynczym oknem od strony wschodniej, które wpadało poranne światło, oraz ciężkimi drzwiami ryglowanymi nocą grubą belką z drewna żelaznego. Była raczej muszlą niż domem – funkcjonalnym, a nie wygodnym miejscem. Historia rdzennych Amerykanów

Dowiedz się więcej
Tradycyjne przepisy
Przewodniki po pieszych i trekkingu
Kosze i wyroby z wikliny
Duchy jej rodziców były teraz blade, wytarte latami cichych dni i samotnych nocy.

Cora skończyła rąbać ostatnią kłodę i ułożyła ją starannie pod ścianą chaty. Ocierając pot z czoła grzbietem zrogowaciałej dłoni, postawiła zmysły w stan najwyższej gotowości.

Coś było inaczej.

Zwykłe ćwierkanie wróbli wśród topoli w pobliżu źródła ucichło. Nawet powietrze zdawało się wstrzymywać oddech. Jej dłoń instynktownie powędrowała do pacyfistycznego miecza kultu, przypiętego do biodra; jego zużyta rękojeść dawała jej znajomy komfort. Rozejrzała się po grzbiecie tworzącym zachodnią ścianę doliny, nie pomijając żadnego szczegółu. Naczynia kuchenne

Przez długą chwilę nic nie było widać poza blaskiem ciepła bijącym od skał. Potem się pojawili.

Nie pojawili się pośród krzyków i chichotów. Zmaterializowali się z krajobrazu, jakby sami zrodzeni z gorąca i kurzu. Siedem postaci na potężnych, srokatymi kucykach, wznoszących się na grzbiecie w jednym, groźnym szeregu.

Byli to imponujący mężczyźni, więksi i wyżsi niż ktokolwiek, kogo kiedykolwiek widziała podczas swoich rzadkich podróży do najbliższej osady w Wąwozie Odkupienia. Byli Apaczami z plemienia Chirikawa, z długimi, czarnymi włosami spiętymi prostymi gumkami, nagimi klatkami piersiowymi śliskimi od potu, nogami otulonymi zamszowymi ochraniaczami.

Dowiedz się więcej
Specjalne składniki
Solidne buty i trzewiki
Powieści westernowe i przygodowe
Każdy z nich niósł karabin na kolanach i łuk przewieszony przez ramię, ale to ich obecność, ich absolutny i przytłaczający spokój, sprawił, że w żyłach Kory krążył przypływ czystej adrenaliny.

Nie biegła. Ojciec nauczył ją, że panika to luksus nieosiągalny na pustkowiu. Stała twardo, jej stopy mocno stąpały po ziemi, którą nazywała swoją, dłoń spoczywała na kolbie pistoletu, a serce waliło jej w żebrach jak dziki bęben w nagłej, głębokiej ciszy.

Obserwowała, jak prowadzą konie w dół skalistego zbocza z niewymuszoną gracją, która przeczyła ich posturze; Kopyta kucyków niemal bezszelestnie stąpały po twardej, zbitej ziemi. Zatrzymały się około 50 metrów od jej chaty, w odległości pełnej szacunku.

Dowiedz się więcej
Kursy strzeleckie
Książki kucharskie
Odzież z Dzikiego Zachodu
Mężczyzna w środku, który wyglądał na ich przywódcę, zsiadł z konia. Był najbardziej imponujący ze wszystkich, z twarzą wyrzeźbioną w granicie samych gór. Wystające kości policzkowe, mocny, prosty nos i oczy ciemne i intensywne jak obsydian. We włosach miał wplecione pojedyncze orle pióro.

Podał wodze mężczyźnie obok siebie i ruszył w jej kierunku, powoli i rozważnie. Był nieuzbrojony, z rękami rozłożonymi wzdłuż ciała w geście pokoju, ale to nie wystarczyło, by uspokoić burzę szalejącą w Korze. Przybory kuchenne

Wyciągnął broń.

Dowiedz się więcej
Butelki na wodę i filtry
Produkty rzemieślnicze
Rośliny lecznicze i zioła
Klik naciąganego kurka zabrzmiał nienaturalnie głośno w ciszy.

„Dość” – powiedział, głosem ochrypłym od długiej bezczynności, ale stanowczym.

Mężczyzna zatrzymał się, wpatrując się w nią ciemnymi oczami. Nie okazywał strachu ani zaskoczenia. Po prostu czekał, nieruchomo patrząc na nią. Był jakieś dwadzieścia kroków od niej, wystarczająco blisko, by mogła podziwiać misterne zdobienia koralikami na jego mokasynach, ale wystarczająco daleko, by nie stanowić bezpośredniego zagrożenia.

„Nie mam nic przeciwko tobie” – powiedziała Kora, a jej głos stawał się coraz bardziej stanowczy. „Mów, co chcesz i odejdź. Woda jest moja”.

To był typowy powód, dla którego obcy wdzierali się na jej posesję. Źródło było nieodpartym wołaniem w wyschniętej ziemi. Krzepki mężczyzna nie odpowiedział od razu. Spojrzał ponad nią, w stronę solidnej chaty, schludnych stosów drewna na opał i małego, bujnego ogrodu. Jego wzrok zdawał się obejmować każdy szczegół jej samotnego życia, każdy przejaw jej odporności.

W końcu jego oczy znów spotkały się z jej oczami. Kiedy się odezwał, jego głos był…

Publicité