W porze lunchu plotki mnie dopadły. Nieznajomi wołali mnie na korytarzach z ostrożną ciekawością: „Więc… znasz język migowy? Co powiedział o audycie? Zmieniasz zespół?”. Drżącą ręką wpisałem aktualizacje do działu kadr, przeprosiłem za nagłe przeniesienie i przygotowałem się na ich rozczarowanie. Ku mojemu zaskoczeniu, mój menedżer odpowiedział: „Śmiało. Naucz się. Daj z siebie wszystko”.
Priya nie ułatwiała mi zadania. Dała mi sfatygowaną teczkę zatytułowaną „Notatki z terenu” i powiedziała: „Dostępność to nie miraż; to fundament infrastruktury. Niewidoczne przecieki podważają fundament. Chodź ze mną w teren. Zacznijmy od zmapowania ostatniego kroku między zamysłem projektowym a rzeczywistością użytkownika. Potem porozmawiamy dalej”.
Tego popołudnia podczas ćwiczeń ewakuacyjnych włączył się alarm przeciwpożarowy. Zapaliły się migające światła. Żartowaliśmy, schodząc po schodach. W połowie korytarza zobaczyłem, jak nowy wykonawca zesztywniał, zasłaniając uszy dłońmi i zamykając oczy. Przytłoczony bodźcami. Podszedłem do niego i powoli skinąłem: „Dobrze. Spokojnie. Jestem tutaj”. Skinął głową w rytm oddechu. Kiedy dotarliśmy na parter, spojrzałem w górę na szklany balkon. Richard znów tam był, z twarzą pozbawioną wyrazu, niczym świadek zdarzenia.
Uwaga nie osłabła; przeniosła się z uważnej obserwacji na oczekiwanie. I stała się cięższa. Ale, o dziwo, to był właściwy rodzaj uwagi.
Aby uzyskać pełny dostęp, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk „Otwórz” (>) i nie udostępniaj znajomym na Facebooku.