Rozdział 1: Złota Klatka i Ucieczka
Rozdarli moją sukienkę na oczach dwustu osób i nazwali mnie śmieciem.
Dźwięk pamiętam najdobitniej – ostre, mdłe rozdarcie bawełny, które zdawało się rozbrzmiewać głośniej niż symfonia brzęczących kieliszków do szampana i klasycznych smyczków, która przed chwilą wypełniła salę balową. Mój chłopak, mężczyzna, który zaledwie kilka godzin wcześniej szeptał mi do ucha obietnice wieczności, stał jak sparaliżowany. Patrzył w absolutnym, tchórzliwym milczeniu, jak ozdobiona diamentem dłoń jego matki przecięła mój policzek, zostawiając za sobą ślad płonącego ognia.