„Margaret” – powiedział ciepło – „jak miło cię widzieć. Wszystko w porządku?”
Pokój zamarł.
W oczach Charlesa arogancję zastąpił strach.
Margaret uśmiechnęła się znacząco.
„Uważa, że nie wyglądam na kogoś, komu ten bank powinien służyć” – powiedziała.
Gerald powoli odwrócił się w stronę Charlesa.
„Moje biuro. Teraz”.
Charles odszedł jak skarcone dziecko.
Na dole Janet wróciła z tabletem. „Pani Margaret, czy chciałaby pani prywatnie sprawdzić stan swojego konta?”
„Nie” – powiedziała cicho Margaret. „Proszę bardzo. Przejrzystość jest ważna”.
Janet odczytała liczby na głos.
Osiemset czterdzieści siedem tysięcy dolarów.
Potem kolejne konta.
Miliony.
W sumie prawie dziewiętnaście milionów.
Fala uderzeniowa przeszła przez pokój. Kiedy Charles wrócił – blady i drżący – Gerald kazał mu przeprosić.
Małgorzata wstała.