e. Nawet przez częściowo zasłonięty widok mogłem dostrzec jej urodę. Jej suknia była arcydziełem z koronki i jedwabiu, a welon wlókł się za nią niczym obłok. Nasz ojciec, z którym prawie nie rozmawiałem od rozwodu rodziców pięć lat wcześniej, wyglądał dumnie i dostojnie w smokingu.
Wyciągnąłem szyję za kolumnę, próbując lepiej widzieć. Kąt widzenia był okropny. Widziałem może czterdzieści procent samej ceremonii, głównie tyły głów ludzi i kilka przebłysków celebransa.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie jestem sam w ostatnim rzędzie.
Mężczyzna siedział dwa krzesła ode mnie, częściowo zasłonięty przez tę samą kolumnę. Był młodszy niż większość gości, prawdopodobnie po trzydziestce, i miał na sobie idealnie skrojony grafitowy garnitur. Jego ciemne włosy były nonszalancko ułożone, a rysy twarzy – takie, jakie widuje się w reklamach w magazynach. Ale najbardziej uderzył mnie wyraz jego twarzy. Wydawał się równie nie na miejscu i nieswojo jak ja.
Złapał mnie na tym, że na niego patrzę i uśmiechnął się do mnie lekko, rozumiejąco. Uśmiechnęłam się blado, zanim skupiłam się na ceremonii, a raczej na tym, co widziałam.
Urzędnik mówił o miłości, zaangażowaniu i jedności. Victoria i Gregory złożyli sobie przysięgę, której nie słyszałam wyraźnie z mojego miejsca. Wymienili się obrączkami, pocałowali się wśród entuzjastycznych braw i tak oto moja siostra wyszła za mąż.
Ceremonia trwała może dwadzieścia pięć minut, choć wydawała się jednocześnie dłuższa i krótsza. Gdy goście zaczęli wstawać i kierować się na koktajl, podszedł do mnie nieznajomy z mojego rzędu.
Z bliska wyglądał jeszcze bardziej urzekająco, te inteligentne, szare oczy, które zdawały się dostrzegać więcej, niż powinny.
„Co za widok, prawda?”
W jego głosie słychać było nutę rozbawienia.
„Spektakularny” – odpowiedziałam sarkastycznie. „Szczególnie podobał mi się tył głowy tego mężczyzny w ósmym rzędzie. Bardzo fotogeniczny”.
Zaśmiał się szczerze, a mnie coś w piersi lekko rozluźniło.
„Mam na imię Julian i sądząc po przydzielonym ci miejscu, domyślam się, że albo jesteś czyimś najmniej lubianym krewnym, albo obraziłeś konsultanta ślubnego”.
„Elizabeth. A ja jestem siostrą panny młodej”.
Uniósł brwi, a na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
„Jej siostra, i przyprowadzili cię tu z powrotem”.
„Najwyraźniej nie jestem w stylu ślubnym”.
Julian spojrzał na mnie przez chwilę, a ja miałam nieodparte wrażenie, że dostrzega coś więcej niż tylko mój gorzki humor.
„No cóż, szkoda ich. Za chwilę zaczynają się koktajle i mam przeczucie, że będzie równie niezręcznie, jak ceremonia. Może zmierzymy się z tym razem?”
„Nie musisz się nade mną litować. Nic mi nie jest”.
„To nie litość. To strategiczny sojusz. Jestem tu, żeby towarzyszyć mojemu wspólnikowi, który nie mógł przyjść, co oznacza, że znam dokładnie trzy osoby na tym weselu, a dwie z nich to nowożeńcy, którzy nawet nie będą pamiętać o moim istnieniu. Więc tak naprawdę, zrobiłbyś mi przysługę”.
W jego ofercie było coś szczerego, coś, co sprawiło, że zgodziłam się pomimo urażonej dumy.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wyciągnął rękę w staromodnym geście.
„Możemy?”
Zawahałam się tylko przez chwilę, zanim wzięłam go pod rękę. Razem udaliśmy się do sali weselnej i po raz pierwszy odkąd przybyłam na to wesele, nie czułam się zupełnie sama.
Aperitif odbył się w dużym pawilonie z widokiem na jezioro. Wokół ustawiono okrągłe stoły, każdy ozdobiony kwiatami i świecami. Bar zajmował całą jedną ścianę, a kelnerzy krążyli z tacami z przekąskami, które wyglądały tak pięknie, że aż szkoda było ich zjeść. Prawie. Jako cukiernik głęboko wierzę, że jedzenie to sztuka, a osoba, która zajmowała się cateringiem na tym przyjęciu, znała się na rzeczy.
Julian trzymał się blisko nas, gdy przeciskaliśmy się przez tłum. Ludzie tłoczyli się w małych grupkach, a rozmowy ożywiała przyjemna energia płynąca z szampana i radość wesela.
Kilku gości zerkało na nas z zaciekawieniem, prawdopodobnie zastanawiając się, kim był ten przystojny nieznajomy i dlaczego tak upodobał sobie niewidzialną siostrę panny młodej.
Znaleźliśmy cichy stolik w pobliżu krawędzi pawilonu. Julian wrócił z baru z dwoma kieliszkami wina i talerzem przystawek, które jakimś cudem udało mu się namówić kelnera, żeby nam przygotował.
„Więc” – powiedział, siadając na krześle naprzeciwko mnie – „opowiedz mi o swojej siostrze. Jaka jest, kiedy nie jest zajęta ślubem stulecia?”