„Co robisz?”
„Improwizacja. Podążaj za mną i udawaj, że jesteś moją randką”.
Zanim zdążyłam zaprotestować, zaprowadził mnie do stolika znacznie bliżej głównego stołu, wyraźnie zarezerwowanego dla ważnych gości. Odsunął dla mnie krzesło, położył mi ciepłą dłoń na plecach, gdy usiadłam, a potem usiadł obok mnie z pewnością siebie kogoś, kto czuje się tam jak u siebie.
„Julian, nie możemy po prostu…”
„Możemy. I tak zrobiliśmy. Gdyby ktoś pytał, doszło do pomyłki w rozmieszczeniu miejsc i sami to naprawimy. Zaufaj mi”.
Stół szybko zapełnił się gośćmi, którzy wydawali się dobrze znać. Sądząc po ich rozmowie, byli to współpracownicy Gregory'ego, ludzie z branży farmaceutycznej, którzy posługiwali się akronimami i terminami technicznymi, których nie rozumiałam.
Przywitali Juliana poufale, zwracając się do niego po imieniu, a on odpowiedział z nonszalancką pewnością siebie, sugerującą, że doskonale wie, kim są.
Kobieta o imieniu Patricia, która przedstawiła się jako wiceprezes ds. operacyjnych w Bennett Health Solutions, uśmiechnęła się do mnie ciepło.
„A ty pewnie jesteś dziewczyną Juliana. Trzyma cię w tajemnicy”.
Otworzyłam usta, żeby ją poprawić, ale Julian przerwał mi nonszalancko.
„Elizabeth woli unikać rozgłosu. Zazwyczaj nie przepada za imprezami firmowymi, ale na ten ślub zrobiła wyjątek”.
„Jak słodko! A skąd znasz pannę młodą i pana młodego?”
„Elizabeth jest właściwie siostrą Victorii”.
Brwi Patricii uniosły się ze zdziwienia.
„Och, nie miałam pojęcia, że Victoria ma siostrę. Nigdy o tym nie wspominała podczas żadnego z naszych spotkań dotyczących planowania ślubu”.
Jej uśmiech lekko zbladł, jakby zdała sobie sprawę, jak te słowa zabrzmiały.
„To znaczy, jestem pewna, że ten temat nigdy nie pojawił się w rozmowie”.
„Oczywiście” – odpowiedziałam, starając się zachować neutralny ton, mimo że komentarz ją zabolał.
Moja siostra ściśle współpracowała z kolegami Gregory'ego przy planowaniu pewnych aspektów tego ślubu i nigdy nie wspominała o tym, że ma siostrę.
Kolacja składała się z kilku dań, każde bardziej wyszukane od poprzedniego. Smażone przegrzebki ustąpiły miejsca świeżej sałatce, a następnie do wyboru była polędwica wołowa lub łosoś pieczony w ziołach. Jedzenie było wyjątkowe, ale ledwo się nim delektowałam. Byłam zbyt świadoma obecności Juliana u mego boku, tego, jak swobodnie odgrywał rolę mojego partnera.
Od czasu do czasu jego dłoń muskała moje ramię lub plecy drobnymi gestami, które wydawały się niezobowiązujące, ale w rzeczywistości były celowe. Angażował mnie w rozmowy, cenił moje zdanie, sprawiał, że czułam się ważna w sposób, którego nie czułam od czasu przybycia na ten ślub.