Magdalena stała w progu kuchni i patrzyła na stół, przy którym jeszcze chwilę wcześniej miała odbyć się ich romantyczna kolacja z Tomaszem. Śmiech przyjaciółek Krystyny rozbrzmiewał głośno, jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło. W powietrzu unosił się zapach majonezu i smażonych krewetek. Powoli zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku i spokojnie weszła do kuchni. — O, Magdalena już wróciła! — zawołała jedna z koleżanek Krystyny. — A my tu świętujemy! — Tak — dodała Krystyna z szerokim uśmiechem, zupełnie niewzruszona. — Postanowiłam nie czekać na was. I tak pewnie długo byście się zbierali. Magdalena spojrzała na pustą butelkę wina stojącą na środku stołu, potem na talerze, na których nie zostało już prawie nic. — Rozumiem — powiedziała cicho. W tym momencie drzwi wejściowe się otworzyły i do mieszkania wszedł Tomasz. — O, już jesteście w domu? — zdziwił się, widząc pełną kuchnię ludzi. — Niespodzianka! — oznajmiła Krystyna z dumą. — Zrobiłam małe przyjęcie urodzinowe! Tomasz uśmiechnął się niepewnie i spojrzał na Magdalenę, jakby próbował zgadnąć, co myśli. Ale Magdalena tym razem nie zaczęła kłótni. Nie zrobiła sceny. Tylko powiedziała spokojnie: — Smacznego. I wyszła z kuchni. Tomasz odprowadził ją wzrokiem. — Magdalena… nie usiądziesz z nami? — Nie. W jej głosie nie było łez ani krzyku.
Był tylko chłód. Krystyna wzruszyła ramionami. — Jaka ona u ciebie obrażalska. Wieczór skończył się późno. Przyjaciółki Krystyny wyszły z mieszkania, głośno rozmawiając na klatce schodowej. Magdalena leżała już wtedy w łóżku i udawała, że śpi. Ale w rzeczywistości myślała. Bardzo spokojnie. I bardzo dokładnie. Następnego dnia zaczęła działać. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła Magdalena, była wymiana zamków. Stary klucz Krystyny przestał pasować do drzwi. Kiedy Tomasz wieczorem zobaczył nowe klucze leżące na stole, zmarszczył brwi. — Dlaczego zmieniłaś zamki? — Bo to nasz dom. — Ale mama miała klucz na wypadek… — Wypadek był wczoraj — odpowiedziała spokojnie Magdalena. Tomasz westchnął ciężko. — Znowu zaczynasz. Magdalena nic nie powiedziała. Tylko lekko się uśmiechnęła. Ale to był dopiero początek. Dwa dni później Magdalena sama zadzwoniła do Krystyny. — Chciałabym panią zaprosić na kolację — powiedziała uprzejmie. — Przygotuję coś specjalnego. Krystyna była wyraźnie zaskoczona. — No proszę! Myślałam, że się obraziłaś. — Skądże — odpowiedziała spokojnie Magdalena. — Oczywiście, że nie. W sobotę Krystyna przyszła punktualnie o szóstej. Magdalena przywitała ją z uśmiechem. — Proszę wejść. Na stole w kuchni stały już talerze, świeczki i pachniała gorąca kolacja. Krystyna rozejrzała się z aprobatą. — No, wreszcie porządek. Tomasz też wyglądał na zadowolonego. — Pachnie świetnie.
Magdalena przyniosła duże danie. — Dzisiaj mamy owoce morza. Krystyna skrzywiła się lekko. — Znowu te wasze morskie rzeczy? — Ale przecież tak pani je lubi — powiedziała spokojnie Magdalena. Krystyna wzruszyła ramionami i nałożyła sobie porcję. Minęło kilka minut. Krystyna żuła powoli, po czym nagle zmarszczyła brwi. — Dziwny smak. Magdalena spojrzała na nią niewinnie. — Naprawdę? — Tak… jakiś… bardzo ostry. Tomasz też spróbował. — O, rzeczywiście… bardzo pikantne. Magdalena kiwnęła głową. — Tak. Bardzo. Krystyna wzięła kolejny kęs — i nagle zaczęła kaszleć. — Co… co ty do tego dodałaś?! Magdalena spokojnie napiła się wody. — Nic szczególnego. — Tego nie da się jeść! — Dziwne — odpowiedziała Magdalena. — Myślałam, że pani polubi. Przecież pani zawsze coś zmienia w moich potrawach. Tomasz spojrzał na żonę z zaskoczeniem. Krystyna poczerwieniała. — To nie jest śmieszne! Magdalena odstawiła szklankę na stół. — A kto się śmieje? W kuchni zapadła cisza. Magdalena spojrzała prosto na teściową. — Jestem zmęczona. Krystyna chciała coś powiedzieć, ale Magdalena mówiła dalej spokojnym, równym głosem: — Jestem zmęczona wracaniem do domu i znajdowaniem pustej lodówki. Zmęczona wyrzucaniem zniszczonych garnków. Zmęczona słuchaniem, że w moim domu wszystko robi się źle. Tomasz milczał. Krystyna też. Magdalena pochyliła się lekko nad stołem.