Rano mieszkanie było puste. Walizka, plecak i jej paszport.
Zostawiła klucze na stole, obok parującej filiżanki kawy – ostatniej w pokoju.
Ulica pachniała jaśminem. Słońce wschodziło nad miastem, a ona szła lekko, jakby unosiła się nad ziemią. Nie miała żadnego planu, tylko jedno pragnienie – wolność.
Na dworcu kupiła bilet na południe Francji. Tylko w jedną stronę.
Usiadła przy oknie i patrzyła, jak Lizbona znika za horyzontem.
Po raz pierwszy w życiu nie czuła żalu. Nie czuła wstydu. Tylko spokój.
Wyjęła telefon. Dziesiątki nieodebranych połączeń. Otworzyła wiadomości – prośby, skargi, obietnice. Uśmiechnęła się i kliknęła „usuń wszystkie”.