Odbierała telefony od matki tylko co drugi raz, lakonicznie tłumacząc się, że jest kompletnie przytłoczona i monitorowana w pracy.
Przez pierwsze dwa tygodnie nikt w mieszkaniu rodziców niczego nie podejrzewał.
Ale potem do skrzynki pocztowej dotarły nowe wezwania do zapłaty.
A potem kolejne – oznaczone na czerwono jako zaległości.
Nikołaj długo obracał papiery w dłoniach, podciągając okulary na czubek nosa.
„Toma, nie rozumiem tego.
Pobrali jakieś kosmiczne sumy za ogrzewanie.
I jeszcze dług do spłacenia.
Czy Daszka zapomniała zapłacić?”
„Jest kompletnie zasypana raportami” – powiedziała lekceważąco Tamara, krojąc chleb.
„Spróbuj sam zeskanować ten kod telefonem; to podobno bardzo proste”.
Nikołaj spróbował.
Przez pół godziny stukał w smartfon powykręcanymi palcami, aż zablokował konto.
Wpadł we wściekłość, rzucił telefon na sofę i kazał żonie zadzwonić do młodszej siostry.
Weronika odebrała telefon dopiero późnym wieczorem.
W tle grała muzyka, a ktoś głośno się śmiał.
„Mamo, serio, to nie jest dobry moment!” – mruknęła dziewczyna, wyraźnie niezadowolona.
„Jesteśmy na warsztacie z żywicy epoksydowej i mam brudne ręce”.
„Nika, moja droga córko, rachunki przyszły, a twój ojciec i ja nic z tego nie rozumiemy.
Skończyły nam się ziemniaki i ropa też.
Wpadnij jutro i pomóż staruszkom”.
„Mamo, jakie ziemniaki?” – zapytała Weronika, cmokając z irytacją.
„Mamo, jakie ziemniaki?” „Jutro jadę na trzy dni na wieś, żeby odpocząć, już zapłaciłam!
Zadzwoń do Darii, ona zawsze załatwia wszystkie formalności.
Naprawdę nie mam czasu!”
Telefon zadzwonił.
Tamara spojrzała na ekran, który zgasł, z zakłopotaniem.
W lodówce stał smutny, na wpół zużyty słoik kwaśnej śmietany i kawałek wyschniętej kiełbasy.