Ale o jego samotności nigdy nie pisano.
Mimo otaczających go ludzi Raymond często zastanawiał się: Czy ktoś naprawdę się o mnie troszczy – czy tylko kocha moją fortunę?
Każde zaproszenie na kolację, każdy uścisk, każdy wyszeptany „Tęsknię za tobą” wydawał się przesiąknięty wyrachowaniem.
Widział to zbyt wiele razy: fałszywe uśmiechy ukrywające chciwość, oznaki czułości maskujące egoistyczne motywy.
Pewnego wieczoru, siedząc na aksamitnej sofie w swoim prywatnym klubie z kieliszkiem wina, otoczony najbliższymi partnerami biznesowymi, uderzyła go myśl z niezwykłą jasnością: