Publicité

Delektujesz się lampką wina ze swoją ukochaną, kochanie? Mam taką nadzieję, bo właśnie zablokowałem twoją kartę kredytową, a ta butelka to ostatnia rzecz, jaką kupisz za pieniądze mojego taty.

Publicité

Potem dostał SMS-a:

Dziecko się urodziło.

Powodowany masochistyczną potrzebą zamknięcia rozdziału, Julian pojechał metrem do prywatnego skrzydła szpitala Lenox Hill. Nie było go na liście odwiedzających, ale udało mu się przekonać życzliwą pielęgniarkę. Przeszedł nieskazitelnie czystym korytarzem, niosąc taniego pluszowego misia, którego kupił w sklepie z pamiątkami.

Znalazł pokój. Drzwi były lekko uchylone.

Wewnątrz apartament wyglądał bardziej jak pięciogwiazdkowy hotel niż szpitalna sala. Kwiaty pokrywały każdą powierzchnię. Elena promiennie siedziała na łóżku, z małym zawiniątkiem owiniętym w różowy kaszmir. Magnus Sterling stał przy oknie, uśmiechając się do wnuczki.

Julian po prostu patrzył na nich przez chwilę.

To był portret życia, jakie powinien był wieść: bogactwo, rodzina, dziedzictwo. Wszystko było na swoim miejscu.

Elena podniosła wzrok i ich oczy się spotkały. Jej wyraz twarzy pozostał niezmieniony. Nie było w nim gniewu, triumfu ani triumfu.

Po prostu obojętność.

Spojrzała na niego tak, jak patrzy się na nieznajomego, który przypadkiem trafił do niewłaściwego pokoju. Potem nacisnęła przycisk na boku szpitalnego łóżka.

Dwóch rosłych strażników wyszło zza rogu za Julianem.

„Panie Thorne” – powiedział jeden z nich, kładąc ciężką dłoń na ramieniu Juliana – „łamie pan zakaz zbliżania się. Musi pan wyjść”.

„Chciałem ją tylko zobaczyć” – wyszeptał Julian, gdy pluszowy miś wyślizgnął mu się z ręki i upadł na podłogę.

Publicité