Publicité

Dzieci z Hollow Ridge odnaleziono w 1968 roku. To, co wydarzyło się później, przerosło wszelkie wyobrażenia. Znaleziono je w stodole, która była zamknięta od 40 lat; było tam 17 dzieci. Ich wiek wahał się od 4 do 19 lat. Nie mówiły. Nie płakały. A kiedy pracownicy socjalni próbowali je rozdzielić, wydały dźwięk, którego żadne dziecko nigdy nie powinno wydawać. Lokalny szeryf, który badał tę sprawę, zmarł trzy dni później i nigdy więcej o tym nie wspomniał. Stan utajnił akta w 1973 roku, ale jedna z dziewcząt osiągnęła dorosłość. W 2016 roku w końcu opowiedziała swoją historię. To, co powiedziała o swojej rodzinie i o tym, co uczyniło ich tym, kim byli, zmieniło wszystko, co myśleliśmy, że wiemy o klanie Hollow Ridge. Hollow Ridge nie znajduje się już na większości map. To pas dziewiczego krajobrazu w południowych Appalachach, wciśnięty między Kentucky a Wirginię, gdzie wzgórza zakrzywiają się do wewnątrz niczym tajemnice. Miejsce, którego rodziny nigdy nie opuszczają, gdzie imiona powtarzają się z pokolenia na pokolenie, gdzie obcy nie są mile widziani, a pytania pozostają bez odpowiedzi. Przez ponad 200 lat wzgórze było domem jednej rodziny. Nazywali siebie klanem Dalhartów, choć w niektórych starych dokumentach pojawiają się inne nazwiska: Dalhard, Dalhart, Dale Hart. Różnice nie mają znaczenia. Ważne jest to, że pozostali, pokolenie po pokoleniu. Nadal mieszkali na tej samej ziemi, nigdy nie poślubili nikogo spoza wzgórza, nigdy nie uczęszczali do lokalnych kościołów i nigdy nie posyłali swoich dzieci do szkoły. Byli znani, ale nierozumiani; tolerowani, ale nieufani. W latach 60. większość ludzi założyła, że ​​Dalhartowie odeszli. Główny dom stał pusty od dziesięcioleci. Pola zarosły chwastami. Nikt nie widział unoszącego się dymu. Przeczytaj więcej w pierwszym komentarzu. 👇👇

Publicité

rodziny

Pod koniec lipca stan podjął decyzję. Dzieci miały zostać rozdzielone i przeniesione do różnych placówek w Wirginii i Kentucky. Argumentowano, że to jedyny sposób na zerwanie więzi i danie im szansy na normalne życie. Margaret Dunn i kilku członków personelu medycznego sprzeciwiło się tej decyzji, ale stan i tak ją wdrożył. 2 sierpnia 1968 roku dzieci załadowano do oddzielnych pojazdów i przewieziono w różne miejsca. Tej samej nocy wszystkie placówki zgłosiły to samo: dzieci przestały jeść i się ruszać. Siedziały w swoich pokojach, wpatrywały się w ściany i nuciły tę samą cichą, melodyjną melodię. Trzy dni później dwoje dzieci znaleziono martwych w łóżkach. Przyczyny śmierci nie udało się ustalić. Na ich ciałach nie było śladów przemocy, choroby ani cierpienia. Po prostu odeszły. Do końca tygodnia zmarło kolejne czworo dzieci. Stan cofnął decyzję. Dzieci, które przeżyły, zostały połączone, a śmierć ustała. Stan Wirginia nie wiedział, jak postępować z dziećmi, które zmarły rozdzielone od swoich rodzin, mimo że mieszkały razem. Nie było precedensów, protokołów ani ram prawnych dla sytuacji, która nigdy nie powinna się wydarzyć. Zrobili więc to, co instytucje zawsze robią w obliczu niewytłumaczalnego: zachowali to w tajemnicy. We wrześniu 1968 roku jedenaścioro pozostałych dzieci Dalhartów zostało przeniesionych do prywatnej instytucji w Górach Blue Ridge. Nazwano ją Riverside Manor, mimo że w pobliżu nie było rzeki i znajdowała się daleko od dworu. Było to przebudowane sanatorium, zbudowane w latach 20. XX wieku dla pacjentów chorych na gruźlicę. Zostało opuszczone w latach 50., ale potajemnie ponownie otwarte na mocy traktatu stanowego dla przypadków, które w rzeczywistości powinny popaść w zapomnienie. Dzieci umieszczono w odizolowanym skrzydle. Nie było innych pacjentów ani odwiedzających, tylko rotacyjny zespół dobrze opłacanych pielęgniarek i opiekunów, którym polecono nie mówić o swojej pracy. Odkryj więcej
Rodzina
rodziny
rodzina

Oficjalnie instytucja została zarejestrowana jako dom grupowy dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Nieoficjalnie jednak Riverside Manor funkcjonował jako obóz internowania dla osób z problemem, którego państwo nie mogło rozwiązać ani uznać. Dzieci Dalhart mieszkały tam przez kolejne siedem lat. Starzeją się, ale nie w oczekiwanym tempie. Dokumentacja medyczna wskazuje na nieregularny wzrost. Jednego roku urosły o kilka centymetrów; następnego wcale. Ich rozwój fizyczny nie odpowiadał ich widocznemu wiekowi. Chłopiec, który wyglądał na 19 lat, gdy je znaleziono, nadal wyglądał tak w 1975 roku. Najmłodsza dziewczynka, która powinna mieć wtedy 11 lat, nie wyglądała na więcej niż siedem lat. Badania krwi dały niejednoznaczne wyniki. Badania genetyczne, które na początku lat 70. XX wieku były jeszcze w powijakach, ujawniły nieprawidłowości, których laboratorium nie mogło sklasyfikować. Ich DNA zawierało sekwencje, które nie pasowały do ​​żadnego znanego ludzkiego markera. Genetyk, który badał próbki, odkrył, że pewne części przypominały pozostałości rozwojowe – cechy, które powinny zniknąć z ludzkiego genomu lata temu. Poproszono go o niepublikowanie swoich ustaleń. Zgodził się.

Pracownicy Riverside Manor zgłaszali dziwne zdarzenia. Zgasło światło w skrzydle dziecięcym, ale nie w reszcie budynku. Temperatura spadła nagle i bez wyraźnego powodu, a problem ograniczył się do pokoi dziecięcych. Przedmioty poruszały się, choć niezauważalnie: filiżanka przesunęła się o około osiem centymetrów w lewo, krzesło oparto o ścianę, a otwarte drzwi zamknęły się same. Dzieci milczały, ale komunikowały się. Personel opisywał uczucie bycia obserwowanym, nawet z zamkniętymi oczami. Jedna z opiekunek opowiadała, że ​​obudziła się w środku nocy i zobaczyła wszystkie jedenaścioro dzieci stojących w milczeniu wokół jej łóżka, wpatrujących się w nią. Następnego ranka opuściła dom. Inna opiekunka zgłosiła słyszenie głosów na korytarzu – rozmów w języku, który brzmiał jak angielski, odtwarzanych od tyłu. Kiedy poszła zbadać sprawę, zastała dzieci śpiące w swoich łóżkach, ale głosy trwały aż do rana.

W 1973 roku stan podjął decyzję o trwałym utajnieniu wszystkich dokumentów związanych ze sprawą Dalhart. Oficjalnym powodem była ochrona prywatności dzieci pozostających pod opieką państwa. Jednak według notatki, która ujrzała światło dzienne dekady później, prawdziwym powodem był strach przed paniką wśród ludności i możliwymi konsekwencjami prawnymi, gdyby ujawniono prawdziwą naturę osób zamieszanych w tę sprawę. Notatka nie wyjaśniła, co oznacza „natura”.

Publicité