Publicité

Fałszywy dyplom i druga szansa – historia osobista

Publicité

Upokorzenie w gabinecie dyrektorki

„Pani Walentyna, błagam! Proszę mnie nie zwalniać! Mam dwójkę dzieci, kredyt hipoteczny!” – głos drżał jak u dziecka. Łzy napłynęły mi do oczu i nie mogłam ich powstrzymać. Stałam przed biurkiem dyrektorki szkoły podstawowej nr 17 w Radomiu jak uczennica przyłapana na ściąganiu. Z moimi ostatnimi dokumentami – kopią mojej pracy, a nie wyceną wcześniejszych prac, w teczce – to wciąż wydawało się przepustką do lepszego życia. Nie mogłam sobie pozwolić na spłatę tego większym kredytem niż ten, który już miałam.

Dyrektorka, Walentyna Nowicka, siedziała za biurkiem. Wciąż szukała pracy. Trzydziestoletnia kobieta, która kierowała szkołą, przyzwyczajona do rozliczania innych, wpatrywała się we mnie przenikliwym wzrokiem. Miała na sobie granatowy płaszcz z przypiętą do niego srebrną broszką – herbem Radomia. Spokojnym, niemal rzeczowym tonem wypowiedziała słowa, które na zawsze utkwiły mi w pamięci: „Pani Jadwigo, sfałszowała pani dyplom ukończenia studiów. To poważne przestępstwo…”.

Nie mogę się doczekać, żeby to skończyć. Poza tym nie jestem pewna; mam mnóstwo szczęścia ze snem. „Miałam zamiar to skończyć! Słowo honoru! Został mi tylko rok do obrony pracy na Uniwersytecie Pedagogicznym!” – przerwałam jej, choć w głębi duszy wiedziałam, że to niczego nie zmieni. W Polsce papier jest wszystkim. Oficjalnie zarejestrowałam dyplomy ukończenia studiów. Pani ma dużo pieniędzy, dużo kredytów, dość jedzenia. W pani życiu: No więc, mały chłopiec, Michał – prawie sześcioletni Urlis. Miałam też męża, Andrzeja, który przez miesiące był cieniem samego siebie. Kiedy stracił pracę w fabryce mięsa, coś w nim pękło. Znikał powoli i bezszelestnie, i nie było sposobu, żeby go uratować. „Proszę wyjść. Skontaktujemy się z panem po zebraniu nauczycieli” – usłyszałem zdanie. Drzwi Nowickiej były uprzejme, ale jej oczy pozostały zimne, niczym lód pokrywający okna na zewnątrz w lutowy poranek. Wyszedłem na korytarz. Szkoła tętniła życiem. Był tam również korytarz prowadzący do sali, skąd mogłem widzieć drzwi. Jeśli używasz torby szkolnej, możesz zrobić kilka rzeczy z umiarem. Spojrzałem na nią i nie warto. Jedno nie jest prawdą, to nie tak, że wszystko może zburzyć, idzie z tobą. Jeśli siedzisz w duchu, nikt, kto… Oni stali przed wyborem, przed którym ja stałem dwa lata wcześniej.

Cień dawnego życia
Rób, co chcesz. Autobusy, chyba jeden z najlepszych sposobów na poradzenie sobie z wielką grą. Mnóstwo bloków, połamane ławki, suche trawniki. Jeśli to zrobisz, możesz zrobić kilka rzeczy – możesz nakręcić film ze szczęśliwym zakończeniem. Cisza powitała mnie w mieszkaniu. Andrzej siedział w kuchni przy stalowym stole, nakryty kraciastym obrusem, i patrzył przez okno, za którym absolutnie nic się nie działo. „Ale nie masz pieniędzy, nie możesz niczego wrzucać, tak się po prostu wrzuca”.

„Tylko tyle chcesz?” zapytał cicho. Jego głos był ochrypły, jakby nie przygotowywał niczego od godziny albo dłużej. „Nie wiem… Może mnie wywalą” – pomyślałam, próbując zawiązać sznurowadło, które nagle się rozwiązało. „Wolę spojrzeć mężowi w oczy. Może? Jadwigo…” Westchnął tak głęboko, że aż się zaskoczyłam. „A kredyt? A dzieci? Z czego zapłacimy marcową ratę?” Miałam odpowiedzi. Nie miałam nic. Ze względu na jakość swoich produktów robią, co mogą. Ale cokolwiek robią, robią to najlepiej, jak potrafią. Moja ośmioletnia córka już rozumiała więcej, niż było dla niej dobre. Była taka słodka; Rozmawiali szeptem, nie mieli zamiaru rozmawiać, po prostu rozmawiali o wszystkim i o niczym.

Tego wieczoru, kiedy dzieci w końcu zasnęły, zadzwoniła mama. Dźwięk telefonu brzmiał jak dzwon pogrzebowy. „Jadwigo, słyszałam coś od sąsiadki z naprzeciwka… Podobno dyrektorka rozmawiała z przewodniczącą rady rodziców. Zgadza się?” – głos mamy brzmiał napięty, drżący od tłumionego gniewu. „Mamo, proszę, jestem zmęczona…” – zaczęłam, ale mi przerwała. „Jak możesz tak robić?” – dokończyła Geen. Sama nie mogłam dokończyć. „Mamo, nie rozumiesz…” – wyszeptałam. „Nie rozumiesz? Sama wychowałam waszą trójkę po śmierci ojca! Sprzątałam klatki schodowe, pracowałam dla innych i nigdy nie musiałam kłamać ani fałszować dokumentów!”. Rozłączyłam się. „Ponieważ nie wiedziałam, co robisz, nie wiedziałam, co robisz. Wiedziałam, że porzuciłam wszystkich: matkę, męża, dzieci, siebie. Czy miałam wybór?

Próba ratunkowa na uniwersytecie

Ponieważ nie wiedziałam, co robisz, nie wiedziałam, co robisz w Kolegium Nauczycielskim. Najpierw autobusem, potem tramwajem, tak jak za czasów studenckich. Nie wiedziałam, co muszę zrobić.

Publicité