Kiedy woda sięgnęła jej pasa, nurt wyraźnie się wzmocnił. Musiała z nim walczyć przy każdym kroku, jakby rzeka za wszelką cenę próbowała ją zatrzymać.
Właśnie wtedy Maria spojrzała na przeciwległy brzeg. Było tam coś. Coś o wiele bardziej przerażającego niż nurt i gniew jej rodziny. Ale wiedziała, że nie ma już odwrotu…
Na początku wydawało jej się, że to tylko cień. Lecz postać nie zniknęła. Mężczyzna stał nieruchomo, patrząc jej prosto w oczy.