Publicité

Grudzień zaskoczył miasto zaskakująco wcześnie

Publicité

Poszła do kuchni, włączyła czajnik i wyjęła z lodówki wczorajsze sznycle. Raport. Ciągle raport, prezentacja, spotkanie. Zniknęły tylko premie, a twarz Daniela z tygodnia na tydzień robiła się coraz bardziej napięta – jakby skrywał w sobie sekret, który go wypalał.

Wszystko zaczęło się we wrześniu. Firma, w której pracował Daniel – jeden z głównych graczy na rynku oprogramowania logistycznego – złapała falę „optymalizacji”. Najpierw zwolniono dział marketingu. Potem połowę programistów. Daniel wrócił do domu blady, nalał sobie whisky – czego nigdy nie robił w dni powszednie – i powiedział:

— Zwolnili Łukasza. I Alexa. Cały nasz zespół, oprócz mnie i Piotra.

— Zostawili cię? — Klara odetchnęła z ulgą.

— Tak. Tyle że całkowicie obcięli premie i zamrozili pensję. Ale to nic; najważniejsze, że mnie nie wyrzucili.

Przytuliła go wtedy i wypili za niego, bo mu się to udało. Naprawdę wierzyła, że ​​to tymczasowe. Że im się uda, jak zawsze.

Dopiero wtedy – tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu – zaczęła dostrzegać drobne rzeczy, które razem tworzyły niepokojącą całość. Daniel unikał rozmów o pieniądzach. Kiedy pytała o pracę, odpowiadał wymijająco: „Zazwyczaj dużo pracy”. Kiedy zasugerowała odkładanie pieniędzy na wakacje, skinął głową, ale potem zmienił temat. Zamykał laptopa coraz częściej, im bliżej podchodziła.

*
Udawała, że ​​tego nie widzi. Przyzwyczaiła się do bycia silną. Do dźwigania ciężaru. Do liczenia i planowania.

Publicité